piątek, 19 grudnia 2014

Nie dziw się, zachwyć się...proszę

Zachwyt.
To umiejętność.

Zachwyt...
Pamiętasz jeszcze jak go odczuwać?

Zachwyt!
Zanika...
stłumiony przez codzienny harmonogram życia.

Zduszony konsumpcjonizmem.
Zalany betonem,
Zajeżdżony tramwajami,
zgaszony moczem pełnym alkoholu.

Olany.
Zapomniany.
Zamordowany.

Wygrzeb go. Otwórz trumnę. 
Zatrzymaj się i spójrz. Inaczej niż zwykle. Trochę krzywo, trochę dokładniej. Zdejmij z oczu te cholerne przesłony utkane z obowiązków i znudzenia. Zachwyć się! No, już, dalej! Nie zniosę dłużej braku zachwytu! 

Bez niego życie jest nie do zniesienia.
   Dlatego nie dziw się, że na pytanie "co byś chciała?" odpowiadam czasem : zniknąć.

4 komentarze:

  1. Przejmujące wołanie. Ale może on zatracił zdolność zachwycania się całym światem, w tym tobą... Wtedy nie warto wołać:( Niech idzie do diabła. A ty nie znikaj, nie znikaj.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdarza się, że się zachwycam. Rzadko, ale jednak. A zniknąć - czasem bardzo chętnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachwycam się zdecydowanie za rzadko...

    OdpowiedzUsuń