niedziela, 2 listopada 2014

Co chcesz przekazać? Czyli krótki namysł nad kobiecą potrzebą sztuczności

Co tam skrywasz..?
Co się czai w tym drapieżnie zarysowanym oku?
Co takiego chcesz przekazać odważną kreską? 
Obciążasz powieki cieniem,  żeby ukryć brązowoszare plamy pod dolną powieką. Tak?
 Czy niekoniecznie..?
A szminka?
Krwista czerwień lśni na twoich ustach a mnie się od tego robi trochę niedobrze na duszy. 

 Czerwona szminka zawsze wywołuje u mnie wstręt.  Jest w moim odczuciu najwyższym wyrazem kobiecej sztuczności. Nigdy nie zrozumiem istoty mocnego makijażu. Kojarzy mi się wyłącznie z przerysowaniem. Zbyt duży kontrast ze skórą, zbyt krzykliwy efekt zbliżony do autokarykatury. Dlaczego ktoś sam siebie pragnie tak "zgroteskowić", doprawdy nie pojmuję. 

3 komentarze:

  1. Też nie pojmuję... Chociaż u niektórych kobiet podoba mi się ta czerwona szminka, to za każdym razem, kiedy sama próbuję wybrać dla siebie jakiś odcień odnoszę wrażenie, że wyglądam idiotycznie. Dlatego zostaję przy nawilżającym bezbarwnym balsamie do ust i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry Łucjo! Wpisałam w przeglądarkę hasło TANIEC MYŚLI, spodziewając się ciekawych przemyśleń internautów, i tak trafiłam na Twój blog.
    Prawdę powiedziawszy nie spodziewałam się znaleźć tu osoby, która ma totalnego doła. Bo czymże innym jest wmawianie sobie, że jest się nikim, że nic się nie znaczy. Przepraszam bardzo, a pisanie bloga to nic? A zawarte w nim przemyślenia, które są komentowane, a więc czytane, to efekt posiadania pustej głowy?

    Co zaś do czerwonej szminki, nie razi mnie, acz sama takowej nie używam. Właściwie nie używam żadnej. Bo mi przeszkadzało, że coś mam na ustach. Ale stosuję, na co dzień i od święta, pozostałe akcesoria, które czynią moją twarz wyraziściejszą, kiedy spojrzę w lustro.

    Jeśli nie masz uprzedzeń do osób pewnych siebie, to zapraszam do odwiedzin na moim blogu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Do tego postarza. Ale tego nie widać w lustrze. Trzeba sobie zrobić zdjęcie i obejrzeć się na ekranie, dopiero wtedy człowiek przeżywa cios w serce.
    Są wyjątki, taka Stenka na przykład, ale mało która z nas bywa Stenką...

    OdpowiedzUsuń