poniedziałek, 22 września 2014

Szczegół godny przemilczenia

- A może to nie jest takie złe..?
- Co takiego?
-To, że przede mną tak wiele nauki, tak wiele możliwości. Zupełnie jakbym miała przed sobą nowe lądy do odkrycia. Patrząc na to pod tym kątem, moja nicość wydaje się znośna. Daje wiele perspektyw.

 - Mhm. Może i tak. - odpowiedziała głośno, myśląc jednocześnie : sęk w tym, że nie znosisz stanów niedokonanych...Chorobliwie nienawidzisz "odkrywać". Ty musisz "mieć odkryte". A nic samo się odkryć jakoś nie chce. Stąd twój dysonans. Nie powiem tego głośno, bo nie chcę patrzeć jak znowu ciemnieją ci oczy.

czwartek, 18 września 2014

Na wysokości podblacia stołu

A teraz położę się na twardej, drewnianej ławce. Głową w stronę nieba otoczonego w kadrze moich oczu, liśćmi brzóz. Wygląda pięknie. Błękitne, bezchmurne, kojące. Znajduję się na wysokości podblacia stołu. Przez szczelinę pomiędzy oparciem i siedzeniem przeciwległej ławki, widzę zieloną trawę. I pieniek do rąbania drewna na mniejsze kawałki. Ten pieniek kojarzę bardziej z moim kotem, który ostrzy na nim pazurki. Zaczyna się robić chłodnowieczornie. Wolałabym, zamiast twardej ławki, Twoje ciepłe ramiona...
To nic, to nic...przecież wiem, że jesteś. Herbata stygnie. 
Chyba wrócę do pionu.

piątek, 12 września 2014

A szkoda

Nocą wyobraźnia szaleje. Nagle  mam głowę pełną pomysłów i każdy z nich mam ochotę zrealizować! A rano wszystko się stępia. Trzeba zapisać, żeby nie uciekło. Jednak chęć, ten abstrakcyjny warunek urzeczywistnienia wizji umysłu, jest nieuchwytna, niezapisywalna. Nie mogę jej schować do pudełka [najlepiej próżniowego coby nie straciła świeżości!] i zjeść na śniadanie.
A szkoda.

niedziela, 7 września 2014

Niech to się skończy, niech to się nigdy nie zaczyna

Boję się wchodzić na portale informacyjne. Za każdym razem serce przyspiesza. Klikam i widzę nagłówki krzyczące do mnie, na mnie - brutalnością, agresją. Rosją.
Boję się, poważnie.
Kolejny dzień zyskał na wartości odkąd to wszystko się zaczęło. I stopniowo zyskuje coraz bardziej. Jestem panikarą i  miewam złe sny bo boję się jak ognia, ognia - armatniego.

Ten post nigdy nie powinien znaleźć się w zakładce "Moja codzienność".

piątek, 5 września 2014

Marzy mi się...

Marzy mi się wieczór spędzony na dachu. Płaskim dachu, nad miastem. 
Nie musi być na wysokim budynku. Chcę widzieć światła okien, ulic, samochodów.
Nie musi być wypasiony - z restauracją, parkietem i orkiestrą. Nawet nie powinien taki być.
Zwykły, chropowaty, pokryty papą dach, na którym posadziłabym zadek opatulony w koc, a sama opatuliłabym się ciepłym ramieniem. W dłoniach zarękawiczkowanych, kubek z gorącą herbatą. 


Nade mną niebo pełne gwiazd.
Pode mną - pulsujące życie.
I ja - pomiędzy.

Na granicy Pędu i Nieskończoności.