niedziela, 11 maja 2014

Skazana na stracenie

Ciemnozielona niedziela nie nastraja do wielkich wyczynów.
Chyba ją zmarnotrawię. 

[Zauważyłam, że w ostatni dzień tygodnia raczej nic mi nie wychodzi. Taka cykliczna przypadłość - całkowite wyłączenie  konstruktywnego działania. A już na pewno w grę nie wchodzi nauka. Czas stracony, aż szkoda przysiadać - chociaż jednak próbowałam. Z przewidywalnym skutkiem niemal zerowym, kosztem wielkiej męczarni. W niedzielę mam odrzut od intelektualnych działań. Nic na to nie poradzę. Nawet coraz bardziej rosnący niepokój przed sesją nie jest w stanie tego zmienić]. 

To może zróbmy tak, że niedziela rzeczywiście będzie dla nas..?
Kawa, książka, zdjęcia, bieganie, ćwiczenia. Dlaczego nie? Tak dla odmiany bez przeplatania tych czynności robieniem notatek i stresowaniem się terminami kolosów, które wydają się niemożliwe do zaliczenia.
   To tylko studia, nic specjalnie istotnego.
Można trochę odpuścić.


PS: jak widzę te cholerne, niechciane hiperłącza prosto z dupy w swoich postach to mnie krew jasna zalewa!!!

2 komentarze:

  1. No właśnie tłumaczyłam Spacji, że nie da się wciąż gonić, trzeba wrzucić na luz. Nie bez powodu rok, a zresztą całe życie podzielili na tygodnie. Czymś musi się różnić pierwszy dzień tygodnia od ostatniego! Inaczej po co by było wymyślać nazwy, ten poniedziałek, wtorek...? Przecież mógłby być po prostu pierwszy, trzynasty, trzydziesty ... Nadambitne jesteście dziewczyny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeden chociaż dzień na odpoczynek jest niezbędny. Ile można tak na pełnych obrotach? Ani to wtedy satysfakcjonujące ani przynoszące pożądane efekt. Niech więc niedziela będzie dla nas. Jestem za!

    OdpowiedzUsuń