niedziela, 23 marca 2014

Anorexia nervosa. Czytam to, czego nie potrafiłaś mi powiedzieć

Za każdym razem, gdy sięgam po książkę o anoreksji - robię się głodna. Od samego opisu wystających kości, od zdjęć zamieszczanych na końcu, od wyznań, od głodu bijącego z każdego wspomnienia autorek. Robię się głodna, smutna, zaszczuta ich kompleksami, które zwykle zaczynają się w domu, biegną sobie przez szkolne podwórka i słuchają wyzwisk dzieciaków. Zaczynają się i rosną, rosną...a chora chudnie, maleje, niknie. Marzy o przezroczystości. O ideale. Cieszy się z uwag typu : kostucha, kościotrup, lebioda.

Nie w tym rzecz, żebym opisywała tutaj to wszystko. "To wszystko" jak zgrabnie i wymijająco rzecz ujęłam, zostało już opisane. Pisząc posta mam w głowie przeżycia ["fabuła" to w tym przypadku cholernie złe określenie]  bohaterek powieści-spowiedzi "Dieta [nie] życia" K. Otwinowskiej i A. Mazur, "Zaplecze" M. Syrwid i opowiadanie z tomu "Namiętnik" M. Gretkowskiej pt. "Sandra K.". Czy polecam? Nie wiem, to zależy czy macie powód, żeby sięgnąć po tego typu lekturę. Niełatwą. Nieładną. Niepozytywną. Prawdziwą - choć dla osób, które nie borykały się z anoreksją ani u siebie, ani u bliskich, może trochę jednak oderwaną od codzienności.

Ja miałam powód.
Miałam...Ciebie.

****

Miałam Ciebie, smutną i złą na cały świat. Zbuntowaną i zagubioną. Szukającą. Dojrzewającą tak dziewczęco - z pragnieniem podobania się. Różnica polegała na tym, że Twoje pragnienie zostało wyolbrzymione złymi doświadczeniami ze szkolnego podwórka, ze szkolnych ławek... Moje? Ja się buntowałam nawet przeciwko temu pragnieniu. Chciałam być silna, nie piękna. Chciałam być tak dla odmiany - niepomalowana, ubrana bez większego przywiązywania wagi czy coś do czegoś pasuje, czy nie; niedostępna. Taka też byłam. Ale ja to odrębna historia. Zawsze pokrzywiona, niedoceniona a jednocześnie usilnie starająca się, żeby nikt mnie nie zauważył. Chodzący dysonans. Ty? Ty byłaś bardziej logiczna. Chciałaś być idealna. Wiem, pamiętam. Chciałaś być idealna...a ja nie umiałam Cię odwieść od tej obsesji. Nie mogłam umieć - byłam w Twoim wieku, też zagmatwana, też taka mała-niedojrzała co to się rzuca na wszystkich bez powodu.

Mogłabym pisać bez końca. Nie będę. Ważne jest w tym momencie to, że jesteś powodem mojego zagłębienia się w temat anoreksji. Ja jej nie mam, nie miałam. Nie rozumiałam jak można ją mieć. Nic nie rozumiałam. Teraz wiem więcej, chociaż minęło tak dużo czasu, a Ty wyszłaś na prostą. Ja nie wyszłam. Musiałam sięgnąć po anoreksję, bo była dla mnie jak wciąż zapełniony margines. Jak wyrzut sumienia - coś z czym sobie nie poradziłam, bo nie potrafiłam Ci pomóc. Niepoznany Wróg Numer Jeden. Tak mogę ją w uproszczeniu określić. Anoreksja. Więc czytam, czytam. Zjadam te litery, chociaż sprawiają, że robię się głodna. Czytam i wydaje mi się, że to nie są wyznania XY tylko Twoje. Że się cofam w czasie, przenoszę do Twojej kuchni, Twojej głowy, Twojej obsesji obliczeń, przeliczeń,- do pułapki perfekcji. Że nagle zaczynam cokolwiek pojmować. Ty nie potrafiłaś ze mną o tym rozmawiać. Z resztą, przyjęcie do wiadomości, że ma się problem to jest proces. Nieważne. Nic nie wiedziałam. Wtedy. Teraz nadrabiam.


Czytam to,czego nie potrafiłaś mi powiedzieć.

Piszę bo mam nadzieję, że kiedyś się na to natkniesz i po prostu będziesz wiedziała.

że nie mogę pogodzić się z tym, że nie mogłam Ci pomóc.

wtorek, 18 marca 2014

Odprężenie


-  Coś mi pękło wewnątrz głowy,
na samym jej odśrodkowych czubku
i rozlało się powoli po wewnętrznych ścianach czaszki,
gęste jak olej

odprężenie.
Błogość.
Aż do czubeczków palców stóp. Zero napięcia.
Zero spięcia, zero myśli natrętnych, żadnych pytań i niewiadomych, żadnego snucia planów, żadnych wyrzutów sumienia

- nic.
Tylko bezmyślny [i przez to jakże słodki!], wewnętrzny uśmiech. Zasnę już za moment, za chwileczkę...A może już teraz jestem we śnie..?

wtorek, 11 marca 2014

Śmiało

Jeśli już mówimy o naturze
- do panteizmu nawiązując
to powiem Wam parę słów od siebie :

Odczuwam coś w rodzaju przesilenia wiosennego.
Ciężkie mam powieki, 
a myśli rozwiane cieplejszym wiatrem
blakną w locie od promieni słońca.

Nie jest to beztroska.
To wycofanie i zniechęcenie
otępienie - rzec śmiało można.


// w nawiązaniu do zajęć z literatury dwudziestolecia międzywojennego; [twórczość K. Wierzyńskiego]. Lekko i trochę naiwnie, bo takie było zapotrzebowanie. Wpisałam się w wymóg przynajmniej jeśli chodzi o formę.