piątek, 6 grudnia 2013

A przecież to bardzo dobrze!

Melisa mi stygnie w wielkim kubku. Jak zwykle za szybko. Nie wiem jak to działa, ale za każdym razem gdy przyniosę kubek pełny herbaty/kawy do pokoju, to zanim się obejrzę, kubek jest zimny a napój letni.

 Szczerze mówiąc nie mam o czym pisać. Czas ucieka mi przede wszystkim na niczym. Przeziębienie przechodzi, za to "te dni" akurat przyszły i jak czułam się z sił wyzuta, tak ten stan nadal się utrzymuje. Najważniejsze, że gorączka minęła. Mogłabym zrobić tak wiele z tym wolnym czasem, gdybym tylko troszkę lepiej się czuła i trochę bardziej chciała! Tak naprawdę nie potrzebuję leków. To tylko puste związki chemiczne reagujące z tymi w moim organizmie - spoko luz, niech organizm sobie zdrowieje; mnie by się przydał zastrzyk owszem, ale pozytywnej energii. Póki co rozsadza mnie jakieś przedświąteczne podniecenie przeplatane z obezwładniającą sennością.

Czekam aż wszystko wybuchnie towarzyską zamotą. W ogóle zamotą. Chyba potrzebuję, żeby się działo. A do tego muszę być dyspozycyjna, a jak tylko będę to ruszę z kopyta w wir tego wszystkiego. Odżyję.

Zatem całkiem pozytywnie mi się ta notka skończyła. Odżyję. A to przecież bardzo dobrze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz