niedziela, 29 września 2013

...i jak najgęściej.

Słońce przebija się przez kłęby chmur. Kłęby - naprawdę. Niebo jest częściowo ciemne i chmurzyste ale słońce póki co, nie daje za wygraną. Świeci nam na pościel. Świeci nam przez otwarty balkon. Świeże, chłodne powietrze orzeźwia. Ty śpisz. To chyba musi być naprawdę zdrowy sen, z płucami pełnymi rześkości. Ja się krzątam. Zdążyłam wypić dwie kawy i doprowadzić poimprezową kuchnię do stanu używalności. Słyszę muzykę. Gdzieś na osiedlu widocznie odbywa się jakiś mały koncert. A może to z czyjegoś mieszkania tak słychać..? Mam gęsią skórkę. Nie z powodu muzyki, tylko tego powietrza. W mieszkaniu jest tak cicho... Patrzę jak leżysz wtulony w kołdrę. Patrzę, i nie mam serca cię obudzić.
Chociaż wcale nie jest wcześnie.
Chociaż chcę, żeby ten dzień trwał
jak najdłużej,
jak najwspólniej
i jak  "n a j g ę ś c i e j".

aż zrobiłam zdjęcie. telefonem - wybaczcie nieperfekcję.
     

4 komentarze:

  1. Kiedy to pisałaś, jeszcze w nocy tak "rześko" nie było:))) Teraz to już nos odmarza. Ale ja tak lubię, przy otwartym oknie nawet w mróz. A "gęstość" dnia... zależy tylko od nas samych. Intensywność przeżywania i stopień napakowania dnia zdarzeniami jest w naszych rękach...

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie, że jest perfekcyjne :) Piękna niedziela.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak filmowa sytuacja. Czuję, że jestem o coś uboższy

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to można tak wcześnie po imprezie wstawać? I jeszcze sprzątać :) No no. A zdjęcie całkiem całkiem, co z tego, że nie do końca perfekcyjne.

    OdpowiedzUsuń