środa, 19 czerwca 2013

Wstępnie zorganizowana

 Mrożona kawa i kryminał amerykańskiej autorki. Śmiertelne napięcie A. Kavy. Ani ambitny, ani super-prawdopodobny. Jak film, który nie wnosi w życie widza nic prócz zapewniania rozrywki. Co nie zmienia faktu, że dość wciągający i lekko-czytający się. Skończyłam go szybko. Nie sądziłam, że od razu sięgnę po kolejną książkę, zważywszy na to jak bardzo chciałam od czytania odpocząć po ostatnich miesiącach nauki. A już zupełnie wykluczałam prozę polską. Tymczasem, wracając z apteki  nie omieszkałam wstąpić do pobliskiej, małej biblioteki. Nie wiedziałam czego szukam. Sądziłam, że wyjście stamtąd bez żadnej książki mnie nie zaskoczy. Weszłam, bo mnie korciło choć bardziej prawdopodobne wydało mi się zrobienie z siebie idiotki w zielono-białych, letnich szortach, która jak szybko weszła tak szybko bibliotekę opuściła, niż wizja siebie z naręczem nowych lektur. Zaczęłam przeglądać regały. Kryminału już nie chciałam. Chciałam…COŚ. Powieść, która będzie się od innych czymś różniła. Stylem, tematem, sposobem ukazania, narracją… Na literaturę polską nie zerkałam, usilnie chcąc sobie wmówić, że mam tego dość po minionym roku na filologii polskiej. Dupa. Wlazłam między półki i niemal z drżeniem rąk odszukałam to, do czego chciałam zawsze sięgnąć – Kapuściński. Wstyd się przyznać, nie miałam do tej pory żadnej jego książki przed oczami. Wzięłam dwie – Heban i Lapidarium. Czekają na szafce. Znalazłam też powieść Hanny Łąckiej Posłuchaj, Alali… i jedną autorki zagranicznej tylko dlatego, że kiedyś już czytałam cykl powieści jej autorstwa i wtedy (kawałek czasu temu, chyba jeszcze zanim poszłam do szkoły średniej) przypadły mi do gustu [Nora Roberts] .
Tak się właśnie rozmijają moje przypuszczenia z rzeczywistością – przynajmniej jeśli chodzi o czytanie :)

Poza tym - korzystam ze słońca, czytam książki opalając się przy okazji. Na zmianę z kawą, towarzyszy mi herbata na zimno. I oczywiście kot-nieodłącznie, który w tym czasie szaleje na podwórku. Jutro czeka mnie przejażdżka rowerowa nad pobliską, większą kałużę [jeziorko? stawik? ciężko to zdefiniować] a w piątek zaatakuję  Święto Muzyki w częstochowskich alejach. Dopiero od przyszłego tygodnia postanowiłam rozpocząć poszukiwania pracy na czas wakacji. 
Tak oto jestem wstępnie zorganizowana. 




2 komentarze:

  1. Nie wiesz, gdzie można dokupić parę godzin dziennie? Dobrze zapłacę... Sterta książek za chwilę się przechyli i runie, a ja nie mam kiedy nawet ułożyć ich w/g hierarchii ważności... Wszak hierarchia najważniejsza...

    OdpowiedzUsuń
  2. Po skończeniu tej mojej nieszczęsnej polonistyki miałam niechęć do ksiażek chyba z dwa lata :D

    OdpowiedzUsuń