środa, 8 maja 2013

Burza

Krople deszczu spadają prostopadle na moją twarz - chcą najwyraźniej dostać się do samego jądra źrenic. Zespolona z twardą ławką, plecami odczuwam swoją materialność. Gorąca wilgoć, unosząca się wokół duchotą, sprawia niepodrabialne wrażenie jedności z ciężkim powietrzem.
Zieleń ciemnieje - chmurowe szkiełko zostało nałożone na źródło światła. Jak okulary przeciwsłoneczne. Leżę i słucham warkotu burzy, ostatnich ćwierkań ptaszyny z sosny a później - szmeru nasilającego się deszczu i wiatru. Nie zostaję do końca. Omija mnie flesz nieboskłonu. Uciekam przed kulminacyjnym pokazem wyładowań elektrycznych w atmosferze. Zaprzeczam naturze w typowo ludzki sposób i zabijam chęć zaśnięcia razem z końcem huku, wielkim kubkiem kawy z mlekiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz