środa, 29 maja 2013

Jadę

szum pociągu zgrał się z ciężkim powietrzem
czas próbuje przecisnąć się przez gęstość aury ogarniającej przedział
podróżni zasypiają nad otwartymi książkami lub wpadają w zadumę zahipnotyzowani przesuwającą się za oknem zielenią

Nagły wybuch liści uniemożliwił rozpoznanie kolejnych stacji;
gdyby nie tabliczki informacyjne i określone godziny przyjazdów, nikt nie wysiadłby tam, gdzie zamierzał.

niedziela, 26 maja 2013

Tyle w temacie

Jebane hormony.
Szczerze nienawidzę stanów przedokresowych.
Gotowa jestem się rozkleić w każdej chwili, i w każdej chwili z wielką siłą wybuchnąć gniewem.
Tyle w temacie.

czwartek, 23 maja 2013

Dobranoc

Nie mam odruchu obserwacji. Może dlatego, że nastał czas wzmożonego działania umysłowego związanego z zaliczaniem kolejnego semestru. Może i tak. Największa mobilizację odnotowuję ostatnio w godzinach wieczornych, po prysznicu. Najmniejszą - po powrocie z uczelni. W tym momencie mam już w głowie jedynie watę, myślenie jest wielce niewskazane w takim stanie. Na piątki nigdy się nie przygotowuję. A jeśli to robię, to na pewno nie w czwartki. W czwartki chcę się tylko wyspać i ta potrzeba dominuje nad niemal każdą inną.
Dobranoc, zatem!

poniedziałek, 20 maja 2013

Kot to dobre stworzenie



Rano – burza, dudnienie w dach i parapety, ściana deszczu za oknem bardzo wczesnoporannym. Piąta nad ranem; sen nie chce wrócić, chociaż daję mu szansę usilnie nieotwierając  oczu przed dobrą godzinę. 

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów wstałam wcześniej niż to było konieczne. Zdążyłam wypić kawę i się ponudzić. Wyszłam nawet na przystanek zupełnie niespiesznie. I jeszcze czekałam. Żółta ławka lśniła świeżą farbą. Dobrze, że zdążyła wyschnąć. Autobus nabity, starsi ludzie zestresowani. Na szczęście nikt nie zasłabł.

Ulice tłoczne, ludzie chaotyczni, wszyscy we wszystkie strony, nie patrząc na innych. To też normalne nie było. A może to tylko mi się tak zdawało..? Wszystko płynęło w zwolnionym tempie. Później? Zajęcia, zajęcia, obiad w politechnikowym bufecie, bieg przez pasy tylko po to, żeby czekać po drugiej stronie ulicy na nieśpiesznego jak zawsze Oskara.  Na koniec całkiem ciekawe spotkanie z dziennikarkami. Uśmiałam się serdecznie, pójdę na kolejne. 

A w domu? W domu byłam ok 20.00. Zmęczona – bardziej z niewyspania niż jakiejś intelektualnej mordęgi. Kot – kicia, spała na moim krześle. Głaskana, mruczała radośnie tak jakoś. A później dostała swojego wczesnokociego świra i koniecznie chciała zjeść moją stopę. 

Kot to dobre stworzenie. Cieszy się na mój widok o każdej porze dnia i nocy. 

środa, 15 maja 2013

Nie wiesz nawet

Kochanie, przepraszam
dzisiaj nie wysilę mięśni zgodnie z założeniami, planami, treningami...
jestem na to zbyt wstawiona.
Jeszcze nie pijana, ale.. o tak, to chyba jest właśnie ten stan, w którym można mnie określić jako "zawianą". Jeszcze przez jakiś czas nie będziesz miał przy swoim boku chodzącego ideału. Musisz znieść moje defekty. Ja muszę je znieść. Mnie przeszkadzają bardziej. Tymczasem...Skarbie, nie wiesz nawet jakie wizje przesuwają się przed moimi oczami.


wszystkie nieprzyzwoitości spisałam już gdzieś indziej
tutaj mogę milczeć.

niedziela, 12 maja 2013

Dystres

Weszła pod prysznic - woda ciepłymi strumieniami koiła ciało i nerwy. Nie pierwszy raz dodawała otuchy po ciężkim dniu. Rozluźniała i uspokajała. Jak uścisk ramion, którym się ufa.

Flesze z całego dnia uruchamiały się w jej umyśle samoistnie. Widziała je zza pary unoszącej się wokół. Uśmiech wywoływały te z udziałem małego chłopca, dla którego zdołała dzisiaj wyjść z łóżka, ubrać się i stanąć twarzą w twarz z dniem trwającym poza jej pokojem.

Ten wesoły wieczór był jak terapia. Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo pomogły jej uśmiechy, dobre słowa i zwykłe, codzienne gesty. Nikt nie przypuszczał nawet, jak bardzo potrzebowała bliskości i wsparcia; jak bardzo chciała czuć się potrzebna - moment, w którym małe rączki objęły się jej rękoma tworząc z nich mur obronny, sprawił, że przynajmniej częściowo wróciła do siebie. Roześmiane, wpatrzone w nią oczy dziecka- radość spowodowana jej obecnością - były lekiem na wcześniejsze spustoszenie. Coś zaczynało podnosić się z wewnętrznej pożogi, jakiej dziś doświadczyła.

Teraz była po prostu zmęczona. Organizm dawał jej jasno do zrozumienia, że musi się zregenerować. Oczy nie chciały już patrzeć, buntując się ostrym szczypaniem. Żołądek sam nie wiedział czy domaga się jedzenia, czy wręcz go sobie nie życzy. W uszach szum zagłuszał myśli.

Już teraz trzeba iść spać. Już teraz można. Odetchnąć. Chociaż na chwilę oszukać się, że to nic; że to tylko kolejny incydent. Nic szczególnego. Nic, co mogłoby się odbić na jej osobowości.
To nic nicnicnic.

sobota, 11 maja 2013

Odradzam

Nie pozwól doprowadzić się do stanu, w którym przepraszasz za to, jaka jesteś.
To paranoja, którą można iść tylko w jednym kierunku : w dół.

Sprawiasz, że jestem

Każdym słowem zapewniasz mi rzecz najcenniejszą na świecie
- spokój.
Mów  więc do mnie jak najwięcej, z natury jestem osobą nerwową.


Mów do mnie, patrz na mnie, zachwycaj się mną

















                                                                          Sprawiasz, że jestem chciwa
                                                                                      - wciąż mało mi Ciebie.



środa, 8 maja 2013

Burza

Krople deszczu spadają prostopadle na moją twarz - chcą najwyraźniej dostać się do samego jądra źrenic. Zespolona z twardą ławką, plecami odczuwam swoją materialność. Gorąca wilgoć, unosząca się wokół duchotą, sprawia niepodrabialne wrażenie jedności z ciężkim powietrzem.
Zieleń ciemnieje - chmurowe szkiełko zostało nałożone na źródło światła. Jak okulary przeciwsłoneczne. Leżę i słucham warkotu burzy, ostatnich ćwierkań ptaszyny z sosny a później - szmeru nasilającego się deszczu i wiatru. Nie zostaję do końca. Omija mnie flesz nieboskłonu. Uciekam przed kulminacyjnym pokazem wyładowań elektrycznych w atmosferze. Zaprzeczam naturze w typowo ludzki sposób i zabijam chęć zaśnięcia razem z końcem huku, wielkim kubkiem kawy z mlekiem.

poniedziałek, 6 maja 2013

Bzdurki, pierdółki

Wszystko znowu na swoim miejscu, brak kolorowego nieładu.
Siedzę po turecku na łóżku, z laptopem na kolanach. Szkoda, że nie z kotem. Mam nadzieję, że już od weekendu sytuacja przynajmniej pod tym względem ulegnie zmianie. W chatce z piernika czeka na mnie Złote Dziecko, a ja nie mam dzisiaj siły, żeby się z nim przywitać. Później docierają do mnie wyrzuty sumienia i obiecuję sobie, że jutro już na pewno poświęcę mu trochę czasu. Siadam do ćwiczenia z komputerowej edycji. Denerwuje mnie ilość linijek, którym muszę poświęcić uwagę. Prawie dziesięć stron tekstu, a ja mam skupić się na takich detalach jak kropki, przecinki i kolejność w tworzeniu przypisów. "Takie tam". Bzdurki, pierdółki. Wielki kubek kawy szybko staje się pusty. Obok niego stoi ciągle szklanka. Szkoda, że obok mnie nie siedzi ten, kto ją tu postawił. Tak naprawdę cały dzień moje myśli krążą wokół tematów, które do tej pory zawsze były dla mnie na tyle odległe, że nie nasuwały się w żaden odczuwalny [nawet mentalnie] sposób. Nieistotne. Przynajmniej na razie.

Słońce już dawno zaszło, zamykam okno, z którego zimne powietrze - jak niewidzialny ninja - atakuje gęsią skórką.

środa, 1 maja 2013

Dobrze mi

Nie wiem co mogę napisać,
w głowie lekko się kręci - ze zmęczenia, nie dopisujcie tutaj żadnych działań zewnętrzno-wewnętrznych.
"Jezioro Bodeńskie" zawiera wiele myśli całkiem zgrabnie ujętych
- niestety, na tyle dużo, że nie jestem w stanie tego dobrze zapamiętać.
A szkoda.


Dyskoteka? Nie, nie, dzisiaj dziękuję. Już bolą mnie kolana i oczy zaczerwienione. Tańczyć? Niespecjalnie, wybaczcie...
Dobrze mi tu w ciepłym, w bezpiecznym, w cichym względnie...dobrze mi,
nie każcie mi nigdzie iść.