sobota, 6 kwietnia 2013

Nie od razu

Znów masz skórę wokół paznokci poszarpaną. Zębami. Małe, czerwone ranki. Zaczerwienienia. Czym się tak denerwujesz? Siedzisz przy laptopie naprzeciwko mnie. Trzymasz go na kolanach, piszesz coś. Jakąś pierdołę 
na studia. Tak myślę. Na stopach masz grube skarpetki - zamiast kapci.
Na nogach...długo, długo nic - krótkie spodenki. Koszulkę bez rękawów. Wodzę wzrokiem po twojej skórze. Oczy masz zajęte przez linijki powstającego tekstu. Głowę też. Od czasu do czasu sięgasz po kubek 
z herbatą i rzucasz mi przelotne spojrzenie. Uśmiechamy się do siebie, 
to już odruch. Nie przestajemy się cieszyć na swój widok. To są krótkie spojrzenia, urywasz je bo chcesz skończyć to, co zaczęłaś. Chyba taka już jesteś. Bardzo irytują cię niekonkrety, choć niezdecydowanie nie jest ci obce. Kontrasty.
Nie wiem jak długo wytrzymam tylko patrząc na ciebie. Z każdą minutą mam większą ochotę dotknąć twoich nóg, ud, dłoni...dotykać cię całą, całym sobą, zjednoczyć się, zatracić...

Podnosisz wzrok a ja podnoszę się z miejsca.
Nie od razu pozwalam ci wrócić do tego, co robiłaś.

***

Staram się skupić na tym, co piszę. Początkowo świetnie mi idzie. Słowa płyną wprost z mojej głowy na ekran monitora. Kursor podryguje wesoło.
Chcę skończyć artykuł i nie musieć już o nim myśleć. Spędzić weekend beztrosko. Ty pewnie przeglądasz jakieś strony, może robisz coś do pracy, może szukasz filmu na wieczór. Teraz nie powinnam się nad tym zastanawiać. Co jakiś czas sięgam po herbatę i zerkam na Ciebie. Nie mogę tego nie robić. Najchętniej rzuciłabym wszystko i... no ale mus to mus więc 
im szybciej to zrobię, tym więcej będę miała czasu na inne rzeczy. 
Czuję na sobie Twój wzrok. To już nie są ukradkowe spojrzenia, mam wrażenie, że mi się przypatrujesz. Jakbyś podziwiał jakiś dziwny okaz człowieka. Przez chwilę mnie to irytuje, gubię wątek, próbuję wrócić do tekstu. W końcu podnoszę wzrok i gdy już mam powiedzieć ci, żebyś przestał 
mi się tak przyglądać...widzę w jaki sposób to robisz. Nie wydobywam z siebie ani słowa. Wstajesz. Twoje oczy lśnią,  Twoje ruchu są zdecydowane, 
Twój dotyk...
 Artykuł odchodzi w zapomnienie. 
Dokończę go później.

3 komentarze:

  1. I robota poszła się czesać... Takich przeszkadzających należałoby uwiązać do kaloryfera:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa podwójna perspektywa.No i jak to mówią - co się odwlecze, to nie uciecze, czy jakoś tak. A artykuł nie zając.
    Btw, Eks dopiekł i to bardzo. To nie jest typ człowieka, któremu po prostu życzy się szczęścia. Ale cóż, bywa i tak.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to mówią, są rzeczy ważne (które mogą poczekać) i ważniejsze. :)
    Interesująco opisane z dwóch perspektyw. :)

    OdpowiedzUsuń