środa, 24 kwietnia 2013

Brak myśli przewodniej



Przechadzam się uliczką między oklepanymi tematami. Gubię się, zamroczona zdenerwowaniem, albo strzelam piorunami z rozgniewanego nieba burzliwych uczuć. Grymaszę, patrząc na nieporządek. „Patrząc” to w gruncie rzeczy źle dobrane słowo. Ja przecież nie patrzę, tylko czuję.
Nie czuję, a MAM. Nieporządek. W głowie swojej. Dlaczego nagle przeszłam od treści metaforycznej do ścisłej? Proszę, oto świetny przykład mojej rozlazłości.  I kto jest temu winien? Nikt prócz mnie i nikt inny temu zaradzić nie może. Przeglądam katalog tzw. zadań i odechciewa mi się wszystkiego. A to przecież niedużo, bez większego znaczenia. To też sprawia, że obojętnieję. Odwracam wzrok, opuszczam ręce. Książki mnie zniechęcają, bo nie sięgam po nie z ochoty, a dlatego, że takie są wymagania. „Takie jest życie” – o, geniuszu jakże zupełnie to niczego nie zmienia i w niczym nie pomaga. W sumie to przecież nie jest źle. Studencka lekkoduszność nie tylko mnie dopadła… to nie ma znaczenia. Nie wiem co pisać dalej. Chcę już mieć pewne rzeczy z głowy, na inne czekam z niecierpliwością. Czyli chyba wszystko w  normie. Moje człowieczeństwo jest nadal stabilne [bardzo głupio to brzmi, prawda?].


*Wybaczcie mi proszę spójniki na końcu wersów, do szału doprowadza mnie niezgodność szerokości okna edycji z szerokością posta.

4 komentarze:

  1. No, dobra. Myślę, że możemy Ci to wybaczyć ;)
    Jakieś przesilenie wiosenne, czy co?

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, nikt chyba nie obiecywał, że będzie lekko :) Tak głupio :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybaczone.
    A stabilnie, to czasem całkiem dużo. Bo rozlazłość nie jest niemożliwa do opanowania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Spójniki na końcu wersów nigdy mi nie przeszkadzały :P

    OdpowiedzUsuń