sobota, 27 kwietnia 2013

Sobota, 27 kwietnia 2013

Mogłabym przysiąc, że sporządzałam notatki  tymczasem na poniedziałkowe kolokwium mam materiału mniej niż niewiele i czeka mnie szperanie po książkach. Aaaa!

Jako, że moja rozlazłość została mi wybaczona, a i spójniki na końcu wersów nikogo nie zraziły, dodając do tego jeszcze chwilową motywację … [myśl
w tym miejscu się urwała].  Zrobiłam sobie miętę i wybieram się na dwór
z naręczem kartek nadrukowanych wiedzą [przymiotniki sobie daruję].  Mogłam sobie jednak zrobić kawę, powieki mam dziwacznie ciężkie. (Tak pewnie działa mus przyswajania tego, co mnie wkurza).
Zaprawdę powiadam Wam… chcę znowu mieć wszystko w nosie i mimo
to zdać czekającą mnie sesję. Byłoby pięknie. A później? Swoje „później” ograniczę do dzisiejszego wieczoru, tak będzie najprościej.

środa, 24 kwietnia 2013

Brak myśli przewodniej



Przechadzam się uliczką między oklepanymi tematami. Gubię się, zamroczona zdenerwowaniem, albo strzelam piorunami z rozgniewanego nieba burzliwych uczuć. Grymaszę, patrząc na nieporządek. „Patrząc” to w gruncie rzeczy źle dobrane słowo. Ja przecież nie patrzę, tylko czuję.
Nie czuję, a MAM. Nieporządek. W głowie swojej. Dlaczego nagle przeszłam od treści metaforycznej do ścisłej? Proszę, oto świetny przykład mojej rozlazłości.  I kto jest temu winien? Nikt prócz mnie i nikt inny temu zaradzić nie może. Przeglądam katalog tzw. zadań i odechciewa mi się wszystkiego. A to przecież niedużo, bez większego znaczenia. To też sprawia, że obojętnieję. Odwracam wzrok, opuszczam ręce. Książki mnie zniechęcają, bo nie sięgam po nie z ochoty, a dlatego, że takie są wymagania. „Takie jest życie” – o, geniuszu jakże zupełnie to niczego nie zmienia i w niczym nie pomaga. W sumie to przecież nie jest źle. Studencka lekkoduszność nie tylko mnie dopadła… to nie ma znaczenia. Nie wiem co pisać dalej. Chcę już mieć pewne rzeczy z głowy, na inne czekam z niecierpliwością. Czyli chyba wszystko w  normie. Moje człowieczeństwo jest nadal stabilne [bardzo głupio to brzmi, prawda?].


*Wybaczcie mi proszę spójniki na końcu wersów, do szału doprowadza mnie niezgodność szerokości okna edycji z szerokością posta.

czwartek, 18 kwietnia 2013



nuda obowiązkowa została perfidnie zignorowana
przesiedziana
-  w słońcu


Jutro ten manewr by się nie udał. Zapowiadają deszcz.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Dziury

Strzępami płótna w lichej ramie, lub niekompletnymi puzzlami (porównań można z resztą stworzyć bez liku).
Sęk w tym, że jestem chodzącym wybrakowaniem.

Dziury mam na całej swojej mentalnej powierzchni.

sobota, 6 kwietnia 2013

Nie od razu

Znów masz skórę wokół paznokci poszarpaną. Zębami. Małe, czerwone ranki. Zaczerwienienia. Czym się tak denerwujesz? Siedzisz przy laptopie naprzeciwko mnie. Trzymasz go na kolanach, piszesz coś. Jakąś pierdołę 
na studia. Tak myślę. Na stopach masz grube skarpetki - zamiast kapci.
Na nogach...długo, długo nic - krótkie spodenki. Koszulkę bez rękawów. Wodzę wzrokiem po twojej skórze. Oczy masz zajęte przez linijki powstającego tekstu. Głowę też. Od czasu do czasu sięgasz po kubek 
z herbatą i rzucasz mi przelotne spojrzenie. Uśmiechamy się do siebie, 
to już odruch. Nie przestajemy się cieszyć na swój widok. To są krótkie spojrzenia, urywasz je bo chcesz skończyć to, co zaczęłaś. Chyba taka już jesteś. Bardzo irytują cię niekonkrety, choć niezdecydowanie nie jest ci obce. Kontrasty.
Nie wiem jak długo wytrzymam tylko patrząc na ciebie. Z każdą minutą mam większą ochotę dotknąć twoich nóg, ud, dłoni...dotykać cię całą, całym sobą, zjednoczyć się, zatracić...

Podnosisz wzrok a ja podnoszę się z miejsca.
Nie od razu pozwalam ci wrócić do tego, co robiłaś.

***

Staram się skupić na tym, co piszę. Początkowo świetnie mi idzie. Słowa płyną wprost z mojej głowy na ekran monitora. Kursor podryguje wesoło.
Chcę skończyć artykuł i nie musieć już o nim myśleć. Spędzić weekend beztrosko. Ty pewnie przeglądasz jakieś strony, może robisz coś do pracy, może szukasz filmu na wieczór. Teraz nie powinnam się nad tym zastanawiać. Co jakiś czas sięgam po herbatę i zerkam na Ciebie. Nie mogę tego nie robić. Najchętniej rzuciłabym wszystko i... no ale mus to mus więc 
im szybciej to zrobię, tym więcej będę miała czasu na inne rzeczy. 
Czuję na sobie Twój wzrok. To już nie są ukradkowe spojrzenia, mam wrażenie, że mi się przypatrujesz. Jakbyś podziwiał jakiś dziwny okaz człowieka. Przez chwilę mnie to irytuje, gubię wątek, próbuję wrócić do tekstu. W końcu podnoszę wzrok i gdy już mam powiedzieć ci, żebyś przestał 
mi się tak przyglądać...widzę w jaki sposób to robisz. Nie wydobywam z siebie ani słowa. Wstajesz. Twoje oczy lśnią,  Twoje ruchu są zdecydowane, 
Twój dotyk...
 Artykuł odchodzi w zapomnienie. 
Dokończę go później.