niedziela, 24 marca 2013

Klatka po klatce

Siedziała w przedziale z dobrze wyglądającymi ludźmi. Pan w koszuli
i pulowerku, chłopak o jasnym wejrzeniu i pani zaczytana po same prawie czubki uszu. Pociąg dudnił. Do domu tak dudnił. Za oknami czerń, przerywana sporadycznie świetlnymi punkcikami lamp.W uszach muzyka.
Nie mogła się skupić. Wyciszona, zrelaksowana, zaspokojona
- była, ale jej nie było,
łapała się na tym, że minęło pół utworu zanim orientowała się, że poprzedni się skończył. Trwała na tym swoim tymczasowym kawałku mknącej przestrzeni jednocześnie lawirując pomiędzy obrazami sprzed kilku godzin. Weekend przesuwał się przed jej oczami jak taśma filmowa - klatka po klatce. Minuty sunęły jak bobslej na niewidzialnym torze wyścigowym.
Myślała o czerwonym szlafroku. Wyobrażała sobie jak wychodzi w nim
z łazienki po gorącym prysznicu. Jak snuje się po mieszkaniu, bez obaw, bez krępacji i bez ubrań pod spodem. Wiedziała, że gdyby tylko był w pobliżu, gdyby znalazła się w zasięgu jego rąk... zostałaby także bez tego jedynego okrycia. Myślała, mieszając płoche uczucia ze wspomnieniami zgoła nie płochych doznań. Myślała o wszystkim i o niczym, a czasem nie myślała wcale. Gorący prysznic wzięła w domu. 
Szlafrok był zielony, pidżamka luźna a łóżko pojedyncze.
Do kolejnej podróży w kosmos będzie musiała trochę poczekać. Nie szkodzi. 

Tęsknota jest pustką, głodem - czasem warto ją poczuć, żeby docenić smak bliskości.

1 komentarz:

  1. Hm ... wybacz, ale nie potrafię skomentować... nie potrafię.
    Obs.

    OdpowiedzUsuń