piątek, 8 marca 2013

Chwilę przed północą

Myszka o śmiesznych uszkach patrzy na mnie wielkimi [jak na jej małość] oczkami, zastyga w bezruchu zdemaskowana przez światło lampy. Deszcz pada natrętnie, przecież jej nie wygonię - byleby nie wchodziła do domu [a znajduje się przecież blisko progu]. Monika biegnie z powrotem na moje ni to zawołanie, ni bezmyślne wykrzyknienia, żeby ów okaz zobaczyć. Zachwyca się nią, - rzeczywiście myszka wygląda wyjątkowo [jak na mysz] urodziwie. Teraz myślę sobie, że mogłam jej dać kartofla, marchewkę czy cokolwiek. Pochrupałaby sobie w tę brzydką pogodę. Wtedy na to nie wpadłam.
Monika idzie, zamyka za sobą zieloną furtkę.
Ja zamykam drzwi, myszka zostaje przy nich nieuszkodzona choć jak mogę się domyślić - przerażona nie na żarty, nie wierząca, że jednak uszła z życiem, że te dwa dziwne, głośne stwory nie zrobiły jej krzywdy.
Pewnie wpatruje się w ciemność przecinaną nieznośnymi kroplami deszczu.

Ja wpatruję się w kafelki, gdy stoję pod prysznicem - w tym przypadku woda jest ciepła i bardzo pożądana. Jestem po całym dniu na nogach - chociaż wypadałoby napisać "na dupie" bo przecież siedzenie na uczelni jest...no właśnie - SIEDZENIEM, i to uporczywym, nieraz nudnym, nieraz drętwiejącym... Braki snu poprzedniej nocy i intensywność dnia dzisiejszego odbijają się na mojej twarzy jak na płótnie. Umysł jeszcze tego nie odczuwa. Umysł i serce - tak zwykło się rozróżniać dwie sfery subiektywnego postrzegania i odbioru świata - dzięki dużej dawce pozytywności, mogły odpocząć od dni i nocy poprzednich - zmartwionych, bijących się z myślami, impulsami i w końcu - możliwościami lub ich brakiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz