sobota, 9 marca 2013

Boski diabeł i jego małe-duże rzeczy

Gdybym podjęła trud opisania kobiety jako takiej, ujęcia jej istoty ogólnikowo - byłoby to błędem. Znam od podszewki tylko jedną z nich - siebie. Opisywanie jakiejś innej nie mogłoby być pełne - bez względu na to, jak dobrze mi znaną do opisu bym wybrała.

Gdybym chciała opisywać siebie w aspekcie swojej kobiecości - posądzono by mnie albo o próżność, albo o nadmierny krytycyzm. Nie zrobię żadnej z tych rzeczy. Z resztą nie ma takiej potrzeby - literatura pełna jest prób zdefiniowania tej grupy społeczeństwa, którą stanowią panie. I tak np.  Mickiewicz tworzy portret kobiety poprzez zestawienie skrajności, nazywa ją "boskim diabłem" [nie, nie cholernym puchem marnym! puch marny został wprowadzony przez J.A Czeczota podczas swoistej korekty tekstu]. I może nawet coś w tym jest, a może to tylko poetycka fantazja, nie mi oceniać.

W temacie dnia kobiet też chyba nie ma sensu hulać. Święto, jak święto. Jak każde kalendarzowe, chociaż muszę przyznać - lubię dostawać kwiaty. Lubię 8 marca odbierać sms z życzeniami, lubię otrzymywać pojedynczy kwiat od kolegów z grupy, lubię dostawać tulipana od ojca i osobno od brata. Lubię też  żartobliwe, nieraz nieco zbereźne e-kartki od "swoich" dziewczyn, śmiać się z nimi poprzez łącze komórkowe. Małe, duże rzeczy.

Wśród małych-dużych rzeczy bardzo chętnie umieściłabym ciepłe ramiona tego jedynego mężczyzny, dla którego chcę być ... wszystkim. Bardzo czekam aż znajdzie się wśród małych-dużych rzeczy jego ciepłe spojrzenie, oddech na mojej skroni, pocałunek muskający czoło podczas gdy zajmuję się czymś całkowicie powszednim, jego dłoń ściskająca moją tak, że nie boję się niczego i o nic. - nie chodzi o to, że tych małych-dużych rzeczy nie ma. Chodzi o to, żebym mogła sobie nimi udekorować codzienność. :)


1 komentarz: