sobota, 30 marca 2013

Piszę w noc

Gdybym mogła- rzuciłabym klątwę...
na mnie i na Ciebie

zatrzymałabym
- iskry głodnych spojrzeń,
dreszcze oddotykowe,
i wszystkie brzuszne motyle.

***
Paznokcie przesuwają się po moich łydkach w górę i w dół - niepokoją skórę niecodziennym bodźcem. Światło lampki rozjaśnia ścianę. Muszę ją odwracać, w przeciwnym razie - razi. Zgubiłam dzisiaj godziny jak koraliki zerwanej bransoletki. Potoczyły się po podłodze do kątów. Umknęły moim oczom i palcom. Cały dom śpi, gdy ja długo jeszcze siedzę. Piszę w noc. Czasem zerkam - ale nie jak na damę przystało w okno, z utęsknieniem - a na ekran telefonu. Nie wyświetla się na nim ikonka wiadomości. Tym razem rozmów wieczorową porą nie będzie.

środa, 27 marca 2013

gdy nad przepaścią będę stała rozedrgana
nie wątp
złap mocno w silne ramiona i odciągnij
zakryj oczy które obłędem przecinać będą ciemność
uspokój tętno, ucisz krzyk ...

uświadom mi
że otchłań to tylko kałuża
- chore źrenice znów wszystko wyolbrzymiły

niedziela, 24 marca 2013

Klatka po klatce

Siedziała w przedziale z dobrze wyglądającymi ludźmi. Pan w koszuli
i pulowerku, chłopak o jasnym wejrzeniu i pani zaczytana po same prawie czubki uszu. Pociąg dudnił. Do domu tak dudnił. Za oknami czerń, przerywana sporadycznie świetlnymi punkcikami lamp.W uszach muzyka.
Nie mogła się skupić. Wyciszona, zrelaksowana, zaspokojona
- była, ale jej nie było,
łapała się na tym, że minęło pół utworu zanim orientowała się, że poprzedni się skończył. Trwała na tym swoim tymczasowym kawałku mknącej przestrzeni jednocześnie lawirując pomiędzy obrazami sprzed kilku godzin. Weekend przesuwał się przed jej oczami jak taśma filmowa - klatka po klatce. Minuty sunęły jak bobslej na niewidzialnym torze wyścigowym.
Myślała o czerwonym szlafroku. Wyobrażała sobie jak wychodzi w nim
z łazienki po gorącym prysznicu. Jak snuje się po mieszkaniu, bez obaw, bez krępacji i bez ubrań pod spodem. Wiedziała, że gdyby tylko był w pobliżu, gdyby znalazła się w zasięgu jego rąk... zostałaby także bez tego jedynego okrycia. Myślała, mieszając płoche uczucia ze wspomnieniami zgoła nie płochych doznań. Myślała o wszystkim i o niczym, a czasem nie myślała wcale. Gorący prysznic wzięła w domu. 
Szlafrok był zielony, pidżamka luźna a łóżko pojedyncze.
Do kolejnej podróży w kosmos będzie musiała trochę poczekać. Nie szkodzi. 

Tęsknota jest pustką, głodem - czasem warto ją poczuć, żeby docenić smak bliskości.

poniedziałek, 18 marca 2013

Kapryśny umysł


tampon wypadł mi z torby na podłogę
przeturlikał się pod wąskie biurko
w sali komputerowej
omawiamy reklamę Grześków

z nużących głosów, kanciastych zeszytów,
krzywych literek, ścian wymagających malowania;
nad moją głową, nade mną całą, naookoło i jeszcze dalej; w każdym kącie tego prostokątnego pomieszczenia
- powłoka
rzeczywistość
szczelna i chociaż wcale niedoskonała to dzisiaj nie mogę przebić jej myślą;
znaleźć rozdarcia, uciec gdzieś na piękną wyspę, istną dzicz ani nigdzie indziej - do żadnego mniej lub bardziej wyimaginowanego światka, do żadnego zagadnienia, wspomnienia, marzenia, skojarzenia, żartu, czegokolwiek.
Jakby na obrotowym krześle obitym zielonym materiałem siedział twardo, razem  z dupą sam kapryśny umysł.


niedziela, 17 marca 2013

Dziękuję, to wszystko

Bardzo patriotycznie wychyliłam
z kumplami najpierw białe,
- następnie czerwone wino.
Bardzo nieprzyzwoicie późno kładę się spać. Bardzo wesoło spędziłam wieczór.
Bardzo głęboko zasnę
      i bardzo-bardzo późno wstanę.
A dalej?, kto wie...

Dziękuję, to wszystko co mam dzisiaj do powiedzenia.

Dziękuję, to wszystko co Wam dzisiaj powiem.



sobota, 9 marca 2013


rozwagą i głupotą
spokojem i szaleństwem
wielką rozkoszą i małym strapieniem
pewnością,
 radością,
teraźniejszością i przyszłością...



Boski diabeł i jego małe-duże rzeczy

Gdybym podjęła trud opisania kobiety jako takiej, ujęcia jej istoty ogólnikowo - byłoby to błędem. Znam od podszewki tylko jedną z nich - siebie. Opisywanie jakiejś innej nie mogłoby być pełne - bez względu na to, jak dobrze mi znaną do opisu bym wybrała.

Gdybym chciała opisywać siebie w aspekcie swojej kobiecości - posądzono by mnie albo o próżność, albo o nadmierny krytycyzm. Nie zrobię żadnej z tych rzeczy. Z resztą nie ma takiej potrzeby - literatura pełna jest prób zdefiniowania tej grupy społeczeństwa, którą stanowią panie. I tak np.  Mickiewicz tworzy portret kobiety poprzez zestawienie skrajności, nazywa ją "boskim diabłem" [nie, nie cholernym puchem marnym! puch marny został wprowadzony przez J.A Czeczota podczas swoistej korekty tekstu]. I może nawet coś w tym jest, a może to tylko poetycka fantazja, nie mi oceniać.

W temacie dnia kobiet też chyba nie ma sensu hulać. Święto, jak święto. Jak każde kalendarzowe, chociaż muszę przyznać - lubię dostawać kwiaty. Lubię 8 marca odbierać sms z życzeniami, lubię otrzymywać pojedynczy kwiat od kolegów z grupy, lubię dostawać tulipana od ojca i osobno od brata. Lubię też  żartobliwe, nieraz nieco zbereźne e-kartki od "swoich" dziewczyn, śmiać się z nimi poprzez łącze komórkowe. Małe, duże rzeczy.

Wśród małych-dużych rzeczy bardzo chętnie umieściłabym ciepłe ramiona tego jedynego mężczyzny, dla którego chcę być ... wszystkim. Bardzo czekam aż znajdzie się wśród małych-dużych rzeczy jego ciepłe spojrzenie, oddech na mojej skroni, pocałunek muskający czoło podczas gdy zajmuję się czymś całkowicie powszednim, jego dłoń ściskająca moją tak, że nie boję się niczego i o nic. - nie chodzi o to, że tych małych-dużych rzeczy nie ma. Chodzi o to, żebym mogła sobie nimi udekorować codzienność. :)


piątek, 8 marca 2013

Chwilę przed północą

Myszka o śmiesznych uszkach patrzy na mnie wielkimi [jak na jej małość] oczkami, zastyga w bezruchu zdemaskowana przez światło lampy. Deszcz pada natrętnie, przecież jej nie wygonię - byleby nie wchodziła do domu [a znajduje się przecież blisko progu]. Monika biegnie z powrotem na moje ni to zawołanie, ni bezmyślne wykrzyknienia, żeby ów okaz zobaczyć. Zachwyca się nią, - rzeczywiście myszka wygląda wyjątkowo [jak na mysz] urodziwie. Teraz myślę sobie, że mogłam jej dać kartofla, marchewkę czy cokolwiek. Pochrupałaby sobie w tę brzydką pogodę. Wtedy na to nie wpadłam.
Monika idzie, zamyka za sobą zieloną furtkę.
Ja zamykam drzwi, myszka zostaje przy nich nieuszkodzona choć jak mogę się domyślić - przerażona nie na żarty, nie wierząca, że jednak uszła z życiem, że te dwa dziwne, głośne stwory nie zrobiły jej krzywdy.
Pewnie wpatruje się w ciemność przecinaną nieznośnymi kroplami deszczu.

Ja wpatruję się w kafelki, gdy stoję pod prysznicem - w tym przypadku woda jest ciepła i bardzo pożądana. Jestem po całym dniu na nogach - chociaż wypadałoby napisać "na dupie" bo przecież siedzenie na uczelni jest...no właśnie - SIEDZENIEM, i to uporczywym, nieraz nudnym, nieraz drętwiejącym... Braki snu poprzedniej nocy i intensywność dnia dzisiejszego odbijają się na mojej twarzy jak na płótnie. Umysł jeszcze tego nie odczuwa. Umysł i serce - tak zwykło się rozróżniać dwie sfery subiektywnego postrzegania i odbioru świata - dzięki dużej dawce pozytywności, mogły odpocząć od dni i nocy poprzednich - zmartwionych, bijących się z myślami, impulsami i w końcu - możliwościami lub ich brakiem.

poniedziałek, 4 marca 2013

Słodkoproste :)

Jeżeli iść
- to w blasku Twoich źrenic
w cieple Twojego spojrzenia

Jeśli czekać
- to na Twój dotyk
na uśmiech, na realność...

a jeśli umierać
      to tylko z rozkoszy!

piątek, 1 marca 2013

Oprócz


Deficyt autentycznej radości;
niewymuszonego uśmiechu;
swobody bycia sobą.
Ostatnimi czasy odnotowano także:  
- brak poczucia nieskrępowanej przynależności
(pod tym względem stan jest stabilny)

Między ‘powyższościami’, zalśnił autoironiczny błysk wprost z  oka piszącej 
te słowa. Świat się nie kończy. Samotność w czystej formie w tym przypadku nie występuje. Jest tęsknota i góra zasmarkanych chusteczek - 
z powodu kataru (podkreślone przezornie), zatem nie przesadzajmy gdyż melodramatu nie ma. Superważny, krwisty organ bije dla kogoś mocno, receptory są w nieustannej gotowości do krzyku z rozkoszy, godziny pozbawione apatii, a sen zdrowy- bez wizji niepokojących. Szereg zmian pozytywnych, które dokonały się (oczywiście nie same!) na przestrzeni określonego czasu mogłabym wymienić nawet w środku nocy obudzona (nauczyciele i wykładowcy uwielbiają za pomocą tego wyrażenia podkreślać istotność przedstawianego materiału), - ponieważ prócz dawki goryczy, noszę
w sobie całkiem sporo, 
bardzo osobistego, 
niemal intymnego
… -  szczęścia.