niedziela, 24 lutego 2013

Niech się

!!!
Niech się ten weekend już kończy, muszę wyjść z domu, ogłuszyć ciszę, podenerwować się trochę, powściekać, popłakać ze śmiechu, zszokować, nie wyspać, gnać na złamanie karku, żeby zdążyć zdążyć zdążyć - chociaż liczyć się będzie sam wyścig z czasem. Niech się ten weekend kończy, niech ten śnieg topnieje jak najszybciej, chcę iść pobiegać i zgrzać się i zadyszeć i wydyszeć prawie płuca całe i serce rozdudnić  bo coś takiego jak 'kondycja' w moim wykonaniu chyba już nie istnieje. Czekam na jutrzejszy ból mięśni, na nową dawkę ćwiczeń maltretujących mnie całą, na zajęcia, podczas których wszystko może się zdarzyć, na zimny powiew wiatru prosto w zmarzniętą twarz gdy wieczorem będę dreptać do domu. Niech dzieje się cokolwiek. Tak, żebym w piątek mogła upoić się radośnie alkoholem i tonąć w słowach i głupawkę mieć jak najgłośniejszą w towarzystwie kameralnym acz idealnym do tego rodzaju relaksu, o!

sobota, 23 lutego 2013

"Jest czymś niezrozumiałym, mechanizmu ciągły pośpiech"

- i nic nie poradzę na to, że odkąd weszłam do piekarni połączonej ze sklepem spożywczym i usłyszałam w nim [nich?]  wszystkim znany utwór Edyty B., ten krótki fragment dzwoni mi w uszach. A było to ładnych parę godzin [i kilka kielichów martini] temu. Zasnę z tą melodią nie rozbijając tego zdania na czynniki pierwsze. Analizę sobie daruję, zegar i upływ czasu jest czymś oklepanym i jakby na to nie spojrzeć - niezmiennym. Maria Czubaszek powiedziała kiedyś : "śmiertelność jest wśród ludzi stuprocentowa". Nie mam pojęcia czy cytowała to za kimś, czy może sama określiła to w ten sposób.
W każdym razie czas zapierdala i będzie do robił, bo taka już jego rola, a każdemu z nas kiedyś się skończy. [Chodzą ploty, że w tym przypadku lepiej później niż wcześniej]. Z kolei Woody`ego Allena, parafrazując : interesuje tylko przyszłość, ponieważ tam zamierza spędzić najbliższe lata. Swoją drogą, czasem najprostsze myśli są najtrudniejsze do wyartykułowania. Ludzie mają tendencję do zajmowania się zagadnieniami bardzo skomplikowanymi, tymczasem najcenniejsze wydają się oczywistości.

Oczywistym jest również, że każdy potrzebuje snu, idąc dalej - właściwie to niezbyt daleko, bo łóżko mam niemal na wyciągnięcie ręki - zaspokoję potrzebę swojego organizmu i odbiję sobie wszystkie niedospane poranki minionego tygodnia.
Łatwo, szybko, przyjemnie i głęboko...zasnę.

ok. 01:15

czwartek, 21 lutego 2013

To tyle

Wieczór ma smak gorącej czekolady, serce bije na tyle szybko, że daruję sobie kawę. Powinnam darować sobie kawę,  natomiast nie zaszkodziłoby zaaplikować sobie trochę ruchu. Mam ochotę pobiegać, ale po śniegu...na śniegu zaliczam wywrotki idąc, przyspieszenie groziłoby utratą zębów. A bez zębów nie widzę się równie mocno, co na tym śniegu biegnąc.

Pofalowane chodniki przemierzam w dalszym ciągu, codziennie, prawie rytualnie choć nie chciałabym wynosić tak podstawowych czynności do rangi rytuału. Byłoby to niezdrowie i trochę...smutne.
Tak więc nerwoból z przyczyn mi nieznanych i niedomyślanych nawet, trochę kłuje w klatce piersiowej, pokój zapewnia spokój, którego powoli mam już dosyć. Nic to. Ucieknę w film, książkę lub muzykę i przez jakiś czas to będzie musiało mi wystarczyć.
Tyle.


poniedziałek, 18 lutego 2013

Aż trudno uwierzyć

Pofalowane chodniki, autobusy i tramwaje, krzesła, biurka, jakiś hałas i zamęt. O wnętrze czaszki obija się pytanie : co ja tutaj robię? - kiedy siedzę i nie słucham, bo wrzawa naokoliczna mnie nie interesuje. Plan, zapisy, zajęcia, wstęp, program, źródła tekstowe dupadupadupa - co zrobię na obiad? Spoko, coś wymyślę. O której mam busa? Jak spędzę wieczór? Dlaczego oni tak napierdalają w kółko o tym samym?

Za oknem szaro, ale nieważne. Wychodzę z uczelni szybcikiem, nie czekam na jakieś śmieszne pierwsze słów kilka od profesor X, która ma cały świat w dupie i nie zrezygnuje z kawy i pogaduch, żeby studenciny mogły wyjść do domów wcześniej. Więc studenciny mają w dupie panią X i po prostu idą. Taka karma.
***
Kieruję się prosto do domu, kątem oka widzę znajomego, długowłosego młodzieńca. Nie bardzo chcę z nim rozmawiać, nie mam ochoty przerywać ciągu myśli, który akurat się uruchomił - naiwnie wierzę, że słuchawki w uszach załatwią sprawę. Nic z tego, widzę jak podchodzi i rusza ustami. Widzę, że widzi, że widzę - nie ma ucieczki. Rozmawiam z nim chwilę o studiach, ''aaa, bo wy już macie normalnie zajęcia, tak?'' - szczęściarz, ma jeszcze ferie. Druga klasa technikum. Nasze drogi szybko się rozchodzą, zostaję sama, idę dalej dziarsko.
 ***
Wykorzystuję pustkę pokoi, włączam muzykę, zaczynam pichcić. Myślę z uśmiechem o tym i owym. W łazience zerkam w lustro i dobrze wiem, że za tymi niewyspanymi, zmęczonymi oczami kryje się coś - cały ładunek wesołych, świeżych wspomnień, który sprawia, że się uśmiecham. Czytam krótkie wiadomości, jestem w tzw. kontakcie. Czuję się dobrze. W tej nie-szalonej codzienności, w tej ciszy, z którą za kilka chwil będę walczyć - na razie jest mi całkiem ok. Ze sobą jest mi całkiem ok.
 Dobrze  ze sobą, bo dobrze z Tobą, nieważne jak daleko - wciąż blisko i ciepło. Ważne, że wspólnie...dość, to moje- nie opiszę, (z resztą nie da się zrobić tego dobrze).

Aż trudno uwierzyć - mam w sobie spokój.
ciekawe na jak długo


Pasażerowie

Wstajemy,
wszyscy w tym samym czasie. Matki z dziećmi, starsze kobiety, mężczyźni, ja też. Wkładamy kurtki, zawiązujemy wokół szyi szaliki. Sprawdzamy kieszenie. Jak sekta wiedziona cichym porozumieniem. W ogrzewanym powietrzu, gdzieś między spojrzeniami, we wspólnocie gestów płynie bezdźwięczne jesteśmy blisko.


Pociąg się zatrzymuje. Możemy się rozejść.


środa, 13 lutego 2013

W kolorze mango

Czekam na Ciebie
w tej krótkiej spódniczce
w sweterku o kolorze mango

z pomalowanymi rzęsami, które podniosę, żebyś zobaczył
-co siedzi w spojrzeniu, którym oplatam Cię całego gdy tylko jesteś w zasięgu
ramion  
 wzroku

sobota, 2 lutego 2013

od jakiegoś czasu

Nie denerwuj mnie, nie irytuj. Dobrze wiesz, że idę przez codzienności tak, żeby się jej pozbyć. Zmienić ją. Mieć inną.

Od jakiegoś czasu, nie lubię weekendów.
Chowam głowę pod kołdrę, jak struś w piasek  i śpię jak suseł za wyjątkiem tych nocy, podczas których akurat spać nie mogę. Nie szkodzi. Przeżuwam jałowe godziny jak bezzębny staruszek. Rozgotowane. Bez smaku.
Nie codziennie. Nie rzadko.
Cicho, nie denerwuj...Głośniej, może rozśmieszysz. Mocniej, gdy już jestem. Tak, żebym poczuła co to znaczy galop serca.