środa, 30 stycznia 2013

Uśmiechała się do tego spokoju.

Szklistym spojrzeniem oplotła pokój. Białe ściany. Niepomalowane. Kanapa ciągle w folii, pusto. Wzięła kolejny łyk wina. Okna były duże, do środka wpadało mnóstwo światła. Uśmiechnęła się patrząc w czerwoną źrenicę kieliszka. Wielkich rozmiarów płótno czekało na nią cierpliwie. Farby, pędzle. Nie była malarką. Była kobietą, która czasami potrzebowała dać upust swoim emocjom w sposób namacalny. Poprzez działanie. Nie chodziło jej o tworzenie dzieł, nazywanie się współczesną artystką. Wiedziała, że to gówno prawda. Jej celem była wizualizacja tego co  się w niej mieszało. Emocje przekładała na kolory, ich intensywność wyrażała dynamiką pociągnięć pędzla. Czasem ją to nużyło. Płótno zostawało w połowie czyste. Czasem ją to denerwowało - dopadało ją poczucie bezcelowości, beznadziei, śmieszności. Wtedy je podpalała, wyrzucała albo rzucała się na nie. W zależności w jakim była nastroju. Często w ogóle nie podnosiła pędzla z podłogi. Po prostu patrzyła. Lubiła chodzić na spacery. Łazęgostwo też dawało jej ukojenie. Przynosiło radość. Lubiła obserwować ludzi. Najlepiej w dużych miastach. Na rynkach, placach, w gwarnych skupiskach. Zawsze sama, choć na ogół nie unikała towarzystwa. Po prostu przychodził w końcu taki dzień, w którym miała wszystkich po dziurki w nosie. Siebie też, ale na to nic nie mogła poradzić. Wyłączała telefon, znikała z pola widzenia. Teraz patrzyła w czerwoną źrenicę wina zastanawiając się czy to jest na pewno sposób w jaki chce spędzić wieczór. Miała ochotę na słońce, ciepło, szum rozmów, relaks gdzieś nad wodą. Pogoda na zewnątrz w niczym tego nie przypominała. Szarość, roztopy, blokowiska. Położyła się na plecach, zamknęła oczy.

Śniła o jeziorze. Przy brzegu stała wielka wierzba. Szeleściła gałęziami. Było ciepło, błogo. Siedziała pod tym drzewem patrząc na drobne fale.
Uśmiechała się.
Uśmiechała się do tego spokoju.

1 komentarz: