sobota, 3 listopada 2012

Brak przełomów.

Siedziała przeglądając stertę zadrukowanych kartek. Nie wynosiła z nich niczego przełomowego. Niby coś nowego, a jednak jakieś oklepane. Brak przełomów. Brak przełomów również w sposobie życia. Codziennie podobnie. Żyła niedbale. Snuła się zasnuta mgłą myśli bardzo znanych, bardzo nienowych. Snuła się z kąta w kąt, w duecie z niechęcią i żalem, - bo bardzo mocno żałowała tego snucia. Nie widziała zbyt wielu możliwości. Wszystko takie utarte. Wszystko takie wciąż nieosiągalne. Odległe. Wracała do tekstów pseudomądrych, tonem napisanym naukowym o treściach bardzo nieżyciowych lub o życiach, które już przeminęły. Ból w lewej części głowy nie chciał odpuścić. Godziny mijały, robiło się późno. Gdzieś pomiędzy nimi spotkała się ze swoimi przyjaciółkami - myślała o nich w ten sposób nie znajdując odpowiedniego zamiennika słowa, które niestety kojarzyła z krzykliwie kolorowymi pismami dla bezmózgich nastolatek. Spotkanie dobrze jej zrobiło, trochę oderwała się od zielonych ścian pokoju. Wróciła i znowu było podobnie. Gorący prysznic nie przyniósł niczego poza pogodzeniem się z kolejnym, spokojnym wieczorem. Zmęczenie jeszcze nie brało góry, musiała więc wymyślić jak spożytkować ostatnie ilości energii. Zakwasy w udach, które chciała doprowadzić do stanu satysfakcjonującego i nieprzerwany ból brzucha wynikający z comiesięcznej, kobiecej męki, wykluczał opcje ćwiczeń. Siedziała więc po turecku z laptopem na kolanach i przeglądała różne różności oferowane przez guru współczesności - Internet.
A co robił on..? Mogła się tylko domyślać. Po raz kolejny klęła los za to, że są tak daleko. Chciałaby móc władować dupę w tramwaj i podjechać do niego. Chciałaby mieszkać niedaleko. Mieć go blisko. Nie na wyłączność, ale na możliwość. I chciałaby, żeby on chciał mieć ją równie blisko. Najlepiej w zasięgu ramion. Albo chociaż wzroku. Co chciałaby dzisiaj robić? Mogłaby czekać aż on wróci z próby, pijąc kakao i czytając książkę po dniu wspólnych błahostek. Mogłaby wziąć długi prysznic z myślą o tym, że pewnie nie wróci sam a z bandą znajomych i w zasadzie nie powinna ubierać się w ciuchy do spania chyba, że zamknie się w pokoju. Mogłaby oglądać z nim film albo słuchać muzyki. Mogłaby.... prawda? Czy tak nie byłoby prościej? Tymczasem prościej nie jest i musi dążyć do tego, żeby kiedyś jednak było. Dobrze, że ma do czego dążyć. To już coś. To już jakieś odejście od normy. Do tego czasu powinna znaleźć sobie jakieś, jeśli nie przynoszące zadowolenie to chociaż zabijające czas, zajęcie. Przecież nawet w tej odciętej od świata dziurze, w której mieszkała,  musi dać się jakoś żyć.

2 komentarze:

  1. Wszędzie da sie życ,bo życie ma sens,gdy żyć sie umie.Zmieniłam troche profil moich zainteresowań,z farb akwarelowych na grafikę.Pozdrawiam...sylviiat

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyszłość nie ma prawa istnieć bez teraźniejszości

    OdpowiedzUsuń