niedziela, 21 października 2012

To tak, jakby...

Ciężko jest mi ostatnio wzbudzić w sobie zadowolenie z formy tego,
co próbuję ubrać w słowa. Może jestem na tyle uboga wewnętrznie, że nie mam co ubierać? Może problem tkwi w nagłym braku horyzontów, lub samym uświadomieniu sobie tych braków? Nie wiem  gdzie podział się tzw. polot. Mam wrażenie, że kiedyś było go więcej. Piszę, zmieniam, nie zamieszczam. Piszę, wylewam z siebie, poprawiam. Może coś tu dodam, a może nie. Niespecjalnie istotne, jak sądzę. Wieczór wcale, jak na sobotni, nie powinien chylić się ku końcowi.  Nie każda noc powinna służyć mi wyłącznie do regeneracji organizmu, (choć nie widzę w tym nic złego). Mam faktyczną potrzebę wyłączenia umysłu i ciała, zaprzestania funkcjonowania aż do rana. Nie wiem jak przedstawiałaby się sytuacja gdybym rzeczywiście miała z kim
i gdzie wyjść tego wieczoru. Czcza gadanina. Roztrząsać opcji możliwych acz niezrealizowanych nie zamierzam, nie lubię. Może po prostu spełnię zachciankę materialnej części swojego bytu ? Wyciszę telefon i zniknę -
w jakimś sensie. Może sen przyniesie abstrakcję? Dawkę kolorów? Głupot? Przemyśleń? Czegokolwiek?

Bez ludzi, z którymi można spędzić czas będąc w każdym calu sobą, owo bycie sobą zanika. To tak, jakby zaczynało się chorować przez zaniedbanie.

3 komentarze:

  1. Wiem, że w tej płaszczyźnie żaden ze mnie doradca, ale nie możesz poszukać innych ludzi?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie roztkliwiaj sie ,odsuń na bok smutku zimny cień,a życie ma tyle kolorów ile potrafisz w nim dostrzec.Zawsze przecież jutro też jest dzień,piękny ,jasny nowy dzień.sylviiart......

    OdpowiedzUsuń