czwartek, 13 września 2012

Wyjdę wieczorem.

Tam, za oknem, jakiś hałas.
Ktoś słucha muzyki z telefonu. Z głośniczka. Charcząco- wkurzająco. Krótko. Kilka kroków, po szumie.
Tu, za oknem, klekot klawiszy.
Ból brzucha, ciepły koc i kołdra. Kilka poduszek. Wpadnę w to wszystko za moment. Zakopię się w cieple i zasnę. Jak..? Jak susełek. Zamknę oczyska i będę śniła o czymś niestworzonym. Może któraś z sytuacji w końcu nastąpi i po raz kolejny uśmiechnę się w duchu uczestnicząc w czymś, co już kiedyś widziałam. Urywkowo. Zawsze tylko urywkowo.
Tam, za oknem, chłód i wilgoć.
Tu, spokój i komfort.
Samotny trochę. Pokój, miejsce odpoczynku. Kawałek przestrzeni, którą kiedyś opuszczę. To tylko miejsce. Ostatnio nie przywiązuję się do pomieszczeń. To niezdrowe. To stopujące. Lubię natomiast ulice. Parki. Alejki. Ścieżki. Drzewa. Lubię te, które znam i lubię poznawać nowe. Szwędać się. Rozglądać. Obserwować.


Wyjdę, wieczorem
zakapturzona postać
na ścianach budynków
zatańczy mój cień.
 Wyjdę wieczorem
bardzo słaba ciałem,
duchem niezależna.
Przestraszona,
fizycznego zagrożenia,
psychicznie pewna siebie
pobłądzę na własne życzenie
na dachach blokowisk.
Z góry spojrzę na tętniące miasto.
Światła...
Lubię patrzeć na elektryczne podróby słońca
kolorowe
walczące z ciemnością, bo czasu do zapadnięcia zmroku jest przecież za mało,
za mało, za mało, za mało
jak pieniędzy.
Światła napędzają do działania,
nawet nocą
biegniecie
a ja patrzę na was- małe kropeczki
siedząc po turecku na skraju betonowego wieżowca.

2 komentarze:

  1. gdybym był bogaty... :)
    Zawsze za mało, za mało dachów, słońc sztucznych i poduszek. I nóg do siedzenia po turecku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobrze piszesz. Cieszę się, że tu trafiłam. :) Ten pośpiech... Tak, pisałam o tym w jednej z pierwszych notek.
    Jeśli masz ochotę, wpadnij.

    OdpowiedzUsuń