niedziela, 2 września 2012

Szedłem do niej. Nie wiedziała o tym. Zbliżałem się z każdym krokiem i z każdym czułem pewien lęk. A jeśli jej nie będzie? A jeśli poczujemy się nieswojo? Jeśli wcale nie chce, żebym był..? Szedłem. Coraz bliżej. Czerwona furtka. Widziałem ją z daleka. Półleżąc, siedziała przy podwórkowym stoliku. Inaczej nie potrafię tego określić. Widziałem jej białe skarpetki, nogi położyła na blacie w typowy dla siebie sposób. Ramię wyciągnęła na oparciu ławki, głowę podpierała dłonią. Miała zamknięte oczy. Ubrana na czarno. Dresik. To też się zgadzało. Szedłem nie skradając się, w nadziei, że mnie usłyszy. Nie chciałem jej budzić. Nie chciałem też, żeby spała. Na jej brzuchu leżał kot, pazury lekko wbił w jej spodnie na wysokości uniesionych ud. Spał. On też nie zareagował na moje przyjście. Widocznie trafiłem na chwilę ciszy. Aura pogodowa nie sprzyjała w zasadzie niczemu. Usiadłem naprzeciwko. Trochę się zmieniła. Za każdym razem wyglądała nieco inaczej, a może to ja inaczej na nią patrzyłem? Była spokojna, choć chyba trochę zmęczona. Spojrzałem w dół, zawstydzony swoją obecnością. Czułem, że nie powinienem tam być. Na pewno nie powinienem tak siedzieć, gdy ona śpi. Skubałem koniec obrusu.
- Cześć. -  gdy podniosłem głowę patrzyła na mnie uśmiechnięta. Zalała mnie fala ciepła, oboje zaczynaliśmy się mimowolnie szczerzyć.
- Przytul mnie... - jej oczy lśniły czymś nieokreślonym. Usiadłem obok i objąłem ją mocno. Czułem jak się rozluźnia. Znowu było dobrze.

3 komentarze:

  1. Przyjemne opowiadanko i ze szczęśliwym zakończeniem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak przeczytałam pierwsze zdanie, to myślałam, że ktoś Ci się włamał na bloga :)
    Ale później się uspokoiłam, bo to przecież Twoje wodze fantazji :)

    OdpowiedzUsuń