sobota, 18 sierpnia 2012

Siedzę z czarnym kotem na kolanach.

Na poły pijacki sms, brak odpowiedzi z mojej strony, budzik - wyłączony, wibracja nachalna małego samsunga, 'kurwa, już prawie 11..' - nie odbieram. Patrzę na wyświetlany numer jak idiotka. Stacjonarny z Częstochowy. Nie ma opcji. Wiadomość głosowa, kobieta z księgarni prosi o kontakt. Ok, wstaję. Ból głowy pulsuje z tyłu czaszki i w czole. Nie mogę jej ani podnieść, ani opuścić. Fuck.

Sobota, bardzo duszna i zdaje się - gorąca. Niespecjalnie mi się to podoba.

Kot- połamaniec, długo  gramoli się na moje kolana. Układa się delikatnie. Ma uszkodzoną łapę przednią, tylną i dodatkowo wielki guz za lewym uchem. Ja rozumiem, że wolność ma swoją cenę i daje pewne możliwości, ale no ... żeby doprowadzać się aż do takiego stanu? Szkoda mi go, widzę jak skacze zamiast iść i widzę, że boli go każdy ruch. Co się stało, nie wiem. Teraz więcej siedzi w domu. Czas rekonwalescencji.

A ja?

Siedzę z czarnym kotem na kolanach.
Przez chwilę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz