czwartek, 16 sierpnia 2012

Fragment.


Wstaję chwilę po 11, mam za sobą dwa smsy od Sandry i nieodebrane połączenie od Majki. Najpierw odpisuję, potem oddzwaniam. Przyjdzie o 14.00, spoczko. Pewnie poczęstuję ją szpinakiem.
Spałam w szlafroku, bo było mi zimno, więc jak spałam tak schodzę na dół. Widzę się w lustrze. Włosy we wszystkie strony, spojrzenie najsmutniejszego kundla świata. Wyglądam jak rasowa Bridget Jones, której nigdy nie przeczytałam i nie obejrzałam od początku do końca, bo jest to dla mnie aż do porzygu babskie. Brakuje mi tylko kaca i tłustych strąków opadających na twarz. Biorę cukierka tylko dlatego, że leży na linii mojego wzroku. Nie mam na niego ochoty. Biorę, bo jest. To mnie kiedyś zgubi. Właśnie przez to mam te kilka kilogramów, które mnie wkurwiają. Wystarczyłoby się ruszać, ale ostatnio ogarnęła mnie apatia. Nalewam sobie szklankę wody, której nie wypijam do końca bo ja przecież za gazowaną nie przepadam. Patrzę w nią zastanawiając się dlaczego – ach dlaczego?! nalałam sobie właśnie taką? Nie wiem. Myślę, czy nie mam ochoty na sok pomarańczowy. W amerykańskich filmach, wszystkie amerykańskie dzieciaki piją do śniadania sok pomarańczowy. Że niby tacy zdrowi? Eche. Dobra, nalewam sobie pomarańczowego  BEZ DODATKU CUKRU! za to z całą masą rakotwórczego aspartanu i wypijam na raz. Wchodzę do kuchni, zlew pełen brudnych naczyń wita mnie radośnie. Zmywarka lśni czystymi. Szklanki, talerzyki, stuk-brzdęk, wszystko na miejscu. Chcę już usiąść na kanapie i pisać. Chcę wyrzuć z siebie to wszystko, co kotłuje się w mojej głowie, chociaż już wtedy wiem, że nie będę tego potrafiła zrobić dobrze. Odkładany impuls traci swoją impulsowatość, zostaje treść pozbawiona polotu. No niestety.  Doprowadzam kuchnię do ładu, w międzyczasie drę się na brata jak debilka bo nie układa łyżeczek w jedną stronę tylko rozpieprza je jak leci. Próbuję krzyczeć głośniej, ale moja krtań odmawia posłuszeństwa. Głośniej nie może. Mój krzyk jest pozbawiony Łucji-furiatki, nie ma mojej wściekłej chrypkowatości i zaskakującej głośności. Dupy nie urywa, więc to Młody wygrywa pojedynek na darcie mordy.  Gardło przeszywa ból. Robię sobie kawę i w końcu siadam do lapka. To tyle? Na razie nie napiszę niczego więcej. 

// Miałam nie pisać pamiętnika. Nie pisałam. Przez..? Chwilę. Jakąś, nie wiem ile trwała. Od kilku dni siadam i klikam jak tylko najdzie mnie ochota. Może jestem nienormalna, może nie, ale to mnie uspokaja. Nawet jak opisuję dylematy nad szklanką wody i soku, a niech mnie. Kiedyś skończy się przywilej myślenia o pierdołach. 'Wszystko co kotłuje się w głowie' pominęłam. Już bez przesady z tą otwartością! ;)

3 komentarze:

  1. Tak, pisanie pomaga. Można oczyścić głowę z wciąż powracających myśli.
    Fajnie piszesz, miło się czyta. Nawet opowiadanie jak to, które większego przesłania w sobie nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  2. O, widzę, że tryskasz energią od samego rana, podobnie jak ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie dylematy są najbardziej wartościowe w życiu. Do tylu ciekawych wniosków można dojść.

    OdpowiedzUsuń