niedziela, 29 lipca 2012

To nie burza, to samolot.

Głos rozentuzjowanego komentatora czasem wyrywa mnie z rytmu rozmowy.
''Czekaj, idę po piwo'' wyświetla się na ekranie laptopa.
No to czekam.
Polacy jak na razie łoją Włochów, aż miło.

Lexus wyprowadzany jest właśnie na spacer. Złote Dziecko już śpi.
A ja siedzę i piję
herbatę na zimno.
To mój napój na dziś. Zastanawiam się, co chciałabym napisać. Jak chciałabym to napisać. Czy w ogóle chcę kleić słowa na podobieństwo swojego wewnętrznego stanu?
Nie do końca. Nie obejmę wszystkich, istotnych sfer i oczywiście pomieszam wątki, w typowy dla siebie sposób. Dla czytelnika nie powinno wyglądać to jak papka, którą jest. [Papka ma jednak wydźwięk negatywny. Zawartość mnie i innych we mnie negatywnym zjawiskiem raczej nie jest, nie zrozumcie mnie źle.]

''Odnalazłaś ukojenie w potężnym, dusznym mieście?''
z niedowierzaniem. Nic dziwnego. Zazwyczaj ukojenia szuka się wśród ciszy, zieleni, czegokolwiek co wiąże się z pierwotnością i naturą - jest czyste, niewinne, bezproblemowe.
A ja mam odwrotnie. Ja tą ciężką zielenią czasem rzygam dalej niż widzę.
Ja aurą Częstochowy przesiąkam bardzo nie-pozytywnie. Bardzo przytłaczająco, bo przecież w nadmiarze nic dobre nie jest a ja mam najwyraźniej granice określające ów nadmiar bardzo wąskie. Powinnam zmieniać. Dużo i szybko, najlepiej począwszy od siebie. Czy to nie brzmi dość ..? nieskomplikowanie?
Brzmi.

Warszawa przygarnęła mnie całym swoim hałasem i duchotą, dała jakieś tam poczucie własnej wartości. Myślę, że naładowała mnie z powrotem. Tak długo nie mogłam się zebrać w sobie, odetchnąć lekko, podnieść głowy, że teraz cieszy mnie to i napawa zdumieniem jednocześnie. Chyba złapałam coś na podobieństwo stabilności. Stabilności bardzo kruchej, ale to akurat w dużej mierze zależy ode mnie [może stąd ten przymiotnik].

Czy wiem co dalej?
Nic nie wiem.
Obecnie nie przyprawia mnie to o zawroty głowy.
Niech się dzieje

pisałaś to już kiedyś, pamiętasz?
shut the fuck up.

2 komentarze:

  1. Warszawa jest małoprzyjaznym miastem. Wielkomiejski czar nie jest czymś czego możesz zasmakować w 2 tygodnie- dostosować się do rytmu miasta nie jest łatwę i wymaga innych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie zasmakowałam. nie żyję tu. jestem chwilowo, chwilowo jest dobrze.

      Usuń