wtorek, 17 lipca 2012

Malujemy pergole.

Na chwilę wyszłam z siebie i stanęłam obok.
Oparłam się o ścianę i słuchałam słów wczorajszej rozmowy.
Słuchałam siebie,  nie mówiąc głośno.
Patrzyłam na istnienia skrajnie różne ode mnie. Na dni opisane przez znajomych. Pokazywali mi codzienność ograniczoną w znacznej mierze czterema ścianami. Śpiewali swoją smutną przyziemność.
Patrzyłam jak spomiędzy ich zębów sypie się piasek, a z oczu płyną szare łzy.
Widziałam twarze o zanikających rysach. Otworzyłam ich klatki piersiowe, a moim oczom ukazały się serca na poły uschłe. Krew w ich żyłach rzedła i traciła kolor.
Mówili bezgłośnie, że czegoś im brak. Mówili, że mam coś czego mi zazdroszczą.
Wróciłam do siebie i spojrzałam w głąb, nie wierząc.

Malujemy pergole, jadę pociągiem, stoję w drzwiach kuchni …

8 komentarzy:

  1. "stoję w drzwiach kuchni …" ileż w tym napięcia i podszytego dramatu! stoisz w drzwiach kuchni a Twoje Przepaście przechodzą już nawet nie w czerwone widmo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie o to chodzi.
      kursywą wymienione są dobre chwile. :) te spośród najlepszych. to nie jest ciąg zdarzeń, choć faktycznie może to tak wyglądać. tam nie ma krzty napięcia, raczej ulga i uśmiech. jasność.

      Usuń
    2. a to OK. jak to wpisałem to później cały czas miałem wrażenie że zagrałem krzywe akordy :) jednak moja intuicja wie lepiej niż ja.

      Usuń
    3. wielość możliwości interpretacji raczej mnie cieszy :)

      Usuń
  2. Na dobry dzień , dużo słońca i optymizmu, pozdrawiam Cie bardzo serdecznie

    http://zawszelkacene.blog.interia.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Z dystansu więcej się dostrzega.
    Chyba, że ktoś jest krótkowidzem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czego im brak, a co masz Ty? Pochwalże się :>

    OdpowiedzUsuń