środa, 13 czerwca 2012

Ze sobą, wśród siebie.


Ten deszcz tak pada i pada, i dudni gdzieś za moimi plecami, gdzieś za ścianą, 
za oknem, przemaka do cna zewnętrze -chłodne i nieprzyjemne. Szumi. Nie jest to melodia usypiająca. Nie zamula, nie spowalnia. Środa. Jak dotąd najlepszy z dni tegotygodniowych. W swoim pokoju zaszyłam się na cały. Zaszyłam się nie sama, zaszyliśmy się razem – ja i znajomi, choć ‘znajomi’ brzmi jakoś chłodno i nieadekwatnie. Ja i ci, co są innymi mną. Zaszyliśmy się w tej małej przestrzeni ograniczonej oliwkową zielenią ścian. Wytworzyliśmy swoją własną atmosferę, swój własny, wspólny świat – naturalnie i lekko, odruchowo. Odcięliśmy się na chwilę od swoich trudnostek i trudności, od ciężkich myśli i dylematów. Odfrunęliśmy w wywołane swoim towarzystwem, lecznicze zapomnienie. Na dobrą chwilę zniknęliśmy z orbity ogólnej i ze swoich indywidualnych. Byliśmy sobie- ze sobą-wśród siebie.  Mimo to sięgnęłam po telefon. W umyśle bez względu na wszystko pozostaje jedna, wąska ścieżka do całkiem innego wymiaru.
 Jak to dobrze, że żyjemy w XXI w, umarłabym z tęsknoty i nerwów gdybym musiała czekać na gołębia z listem wprost prawie z Kosmosu.

4 komentarze:

  1. Już Ci pewnie to pisałam, ale zazdroszczę takich dni, takiego wspólnego zaszywania się... Ach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie obie sobie czegoś zazdrościmy, bo ja Tobie tego, że masz swojego Niedźwiadka obok, codziennie.

      Usuń
  2. Do szczęścia już nic nie potrzeba, już szczęście jest, teraz tylko możesz zatapiać się w nim. I tego życzę. W te pogodne dni też. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A tam- chciałbym dostawać orgazmu na widok listu w skrzynce

    OdpowiedzUsuń