czwartek, 28 czerwca 2012

Umysłem, przenigdy sercem.

    Szła ulicą, szła chodnikiem, szła po schodach, po trawie, po kostce, po płytkach, pod blokiem, przy bloku, po pasach, pod drzewem...
Szum ulicy zagłuszyła muzyką. Szum muzyki współgrał z szumem w głowie. Szumiał w niej wiatr, którego nie słyszała. Szumiały myśli, do których w jakiś sposób zdążyła przywyknąć. Szumiała woda, gdy przekręciła kurki w śmierdzącej toalecie centrum handlowego "Jagiellończycy''. Wtedy słyszała też szum ludzi na zewnątrz. Człapali od stoiska do stoiska z zakupami obciążającymi ramiona. Z ciężkimi powiekami i zapachem rutyny wokół siebie. Wyszła.
   Trochę odrealniona, zatopiona gdzieś głęboko wśród rozważanych opcji. Było tyle niewiadomych. Już nie zastanawiała się, jak będzie wyglądać jej życie za rok, dwa, trzy. Teraz były to kwestie miesięcy. Szybkie decyzje. Przemyślane decyzje. Spontaniczne postanowienia i głupie zaniechania. Cokolwiek miałoby się stać, wniosek był jeden - nie przewidzi przyszłości.
Bać się? Nie bać się? Czekać, trwać, obserwować, działać i po prostu - być. Analiza każdego kroku nie przyniesie korzyści. Niczego nie przyniesie. Nie mogła wiedzieć jak skończy się ten dzień, tym bardziej nie miała pojęcia jak potoczy się jej życie. Czy w ogóle się jakoś potoczy. ? Może stoczy. Może podskoczy. Może zatoczy koło. Nie wiedziała. Nie mogła i nie chciałaby tak na dobrą sprawę tego wiedzieć. Póki nie wiedziała, miała szansę wyboru. Ewentualność porażki przestała być paraliżująca - uświadamiała [niewielki, ale zawsze istniejący] wpływ na to, co działo się wokół. Wokół niej, bo prawdą jest, że zasięg własnych wyborów mógł być kolosalny albo bardzo ciasny - "zależy jak leży''.
     Szła dalej, pozwalając nieść się stopom. Przecież miała czas. Minęła wypatrującą kogoś blondynkę o końskiej grzywie. Przeszła obok a`la altany zajętej w całości przez osoby starsze, oddzielonej od ruchliwej ulicy bluszczem obrastającym drewniane ścianki. Weszła do sklepu pełnego wszystkiego. 'Drobiazgi domowe' tak, lub jakoś podobnie, nazwałaby tę część, która ją zaabsorbowała. Oglądała kubki, kubeczki, "zestaw kawowy" z dwunastoma, czarnymi jak noc filiżankami i spodkami. Szklane pojemniki. Kieliszki. Szklanki na mrożoną kawę. Łyżki, patelnie, solniczki, pieprzniczki, podkładki, durnostojki...od kuchennych, do łazienkowych, od łazienkowych po ogólnowystrojowe, a później - dziecięce [jeden z pluszaków wzbudził w niej nad wyraz silną chęć kupienia i podarowania go komuś]. Złapała się na tym, że oglądanie tych wszystkich dupereli uzupełniających każde pomieszczenie, sprawiało jej przyjemność. Przez myśl przemknęło jej wtedy coś typu "proszbarc, może jakiś lotny psycholog podejmie się analizy zjawiska?''. Sama jednak doszła do wniosku, że najwyższy czas zagospodarować kawałek swojej  przestrzeni. Bardzo prosto to brzmi, bardzo załamująco trudne jest to do zrealizowania. Wyszła stamtąd poganiana minutami, które zdążyły upłynąć.
    Wytatuowana dłoń kierowcy autobusu sprawnie wydawała pieniądze paniom, które weszły przed nią. Miejsc było pod dostatkiem, nie była narażona na siedzenie, z którąś z nich. Wolała nie czuć niczyjej obecności obok swojej własnej.  Zastanawiała się jak osiągnąć spokój. Taki prosty, oklepany na wszystkie strony, temat.  Uspokoić myśli, stłumić nerwy, wyeliminować niepotrzebne i bardzo niszczące rozterki. Czy to w ogóle jest możliwe? Dawać sobie radę ze wszystkim, bez względu na wszystko... Inaczej - radzić sobie przynajmniej z trzęsieniami ziemi pod własnymi stopami... Da się? Jak? Joga? Medytacja? Ziółka? To brzmiało jakoś bardzo naciąganie.
Zarzucano jej chaos. Przypisywano dysharmonię, brak rytmu, niepewność. Może to rzeczywiście w jakiś sposób ją definiowało.? Powinno? Nie powinno..? Pytania bez odpowiedzi. Wiedziała, że musi wrócić do psychicznej formy. Jakoś tak od wewnątrz się połatać, posklejać, wzmocnić. Tylko tyle. Aż tyle. Do zrobienia.[?]

"Rozpaczliwa chęć porządku nachodzi ludzi, którzy ten drogocenny skarb mogą odnaleźć umysłem ... przenigdy sercem''.


5 komentarzy:

  1. Wakacje to dobry czas na układanie siebie i swojego życia. Wreszcie jest na to czas. Chociaż czasem jak mam za dużo czasu, to za dużo "kontempluję" i nie wychodzi mi to na dobre ;) Bo w ten sposób można się nabawić depresji albo jakiejś choroby psychicznej (o ile już jakiejś nie mam) ;)
    Ej, też znam kierowce autobusu z tatuażem na dłoni ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz już wolne? Bo jak masz wolne, to wyciszenie przyjdzie za jakieś 2 tygodnie :D Tak przynajmniej bywało u mnie. Stan ten trwał jakieś 2 tygodnie, a potem wracała niepewność. Ale lepsze 2 tygodnie niż nic! Odpoczywaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od siebie nie odpocznę ;) a może jednak..? w każdym razie - dzięki :)

      Usuń
  3. To taki trochę autoportret prawda?

    OdpowiedzUsuń