środa, 16 maja 2012

Wiatr.


Uderza w moją twarz, w moje ramiona, w piersi, w nogi.
Uderza w moją cielesność schowaną pod warstwą ubrań, która niespecjalnie skutecznie chroni przed zimnem. Szeleści zielenią i niesie dźwięki. W nozdrza wpycha mi zapach wilgotnego lasu. W płuca wdziera się rześkością, w głowę uderza przyspieszoną myślą.
Jeśli potrafię wzbudzać takie uczucia, jeśli to wszystko dzieje się naprawdę sykliwy milczy jak nigdy dotąd, jeżeli, jeżeli, jeżeli…
Przytul mnie mocno i nie wypuszczaj.
Niech puls gna, ale nie z obawy i tęsknoty.

4 komentarze:

  1. Jedyny rodzaj wiatru, jaki akceptuję, to ciepły, letni i we włosach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiatr ubrany we właściwe słowa. Delikatnie rozwiewa włosy,a za razem porwisty i zwariowany.Niesie zapach świeżości,zamiata kwiatami w ogrodzie.Trochę wiatru i cienia to potrzebne w chwilach zwątpienia.Pozdrawiam...:):):)sylviiart

    OdpowiedzUsuń