piątek, 25 maja 2012

Ślimak.


Szłam nie myśląc o niczym konkretnym. A może myślałam, ale nie na tyle intensywnie, żeby to wszystko zapamiętać? Myśli uciekły z wiatrem.  Rudy, wychudzony kot przeciął mi drogę niespiesznie. Spojrzał żółtymi oczami, stwierdził najwyraźniej, że jestem osobnikiem niegroźnym i rozwalił się przy małej choince, na poboczu. Czarna obróżka gryzła się z jego ubarwieniem. Psy nie szczekały. Chyba im się nie chciało. W ogóle, dzień był jakiś cichy. Nawet dzieciaki wracające ze szkoły szły jakoś spokojnie. Nienaturalnie spokojnie.  Już za zieloną furtką, na zewnętrznym parapecie leżał – tym razem czarny i mój – kot. Ten nie był tak sponiewierany. Jego oczy,  choć zaspane i przymrużone, nie świeciły niechęcią. Wyciągnął grzbiet, przytulił się do mojej dłoni wyraźnie obserwując drugą, którą próbowałam rozplątać słuchawki. 
Wpuściłam go do domu, rzucił się na miski.

Spojrzałam w lustro. Ta twarz jest jakaś zmęczona. Te oczy są jakieś bez energii. Co jest? Humor dopisuje ale organizm wyraźnie ma doła. Zmiany pogody nigdy mi nie służyły, tym razem nie jest inaczej. Tak to sobie przynajmniej tłumaczę.
Chyba jedynie czas dostał dzisiaj przyspieszenia. Kiedy to wszystko tak uciekło?
Dobrze. Może sobie biec, byle nie całkiem bez mojej wiedzy.

W pokoju mam chłodno i raczej ciemnawo. Słońce nie jest w stanie pokonać gąszczu brzozowych liści.
Widzę ją na gg. Komunikatory to zło. Umknęłyśmy sobie. Wciąż nie wiem co jej odpisać.
Musimy odnaleźć same siebie, chyba tylko o to chodzi. Nie mamy do siebie pretensji, nie wyrządziłyśmy sobie wielkich krzywd, nic pozornie rzecz ujmując, nie zostało zachwiane. To tylko kwestia złapania jakiejś harmonii. Przez nas obie, w nas samych. Tak mi się wydaje.
Używając jej stwierdzenia : mam w głowie ślimaka.
Używając mojego : mój umysł jest jakiś przyćmiony.

1 komentarz: