środa, 2 maja 2012

Koszula w kratkę.


Koszula w kratkę, świecące spojrzenie, ręce silne choć delikatne. Stoi w kuchni. Zdecydowanymi ruchami wyciąga z szafek wszystko, co jest mu potrzebne. Nieważne co będzie przygotowywał. Sama potrawa jest elementem marginesowym. Przynajmniej dla mnie. Stoję w wejściu, oparta o framugę. Nie mogę od niego oczu oderwać. Uśmiecham się jak idiotka ledwie powstrzymując zaciesz pełną gębą. Już teraz mogę patrzeć. Już teraz nie jest mi głupio. Odwraca się do mnie i pyta z czego tak się cieszę. Z niego się cieszę, po prostu. Całą sobą cieszę się z niego codziennie. Całą sobą choć cicho i jeszcze nie do końca pewnie, jakby to wszystko miało zaraz spaść na posadzkę, roztrzaskać się w drobny pył i zranić mnie odłamkami głęboko. Jest tak inaczej, że trudno mi w to uwierzyć. Jest wspaniale…co więcej mogę napisać? Co powinnam mu powiedzieć..? Nic nie mówię, przytulam się mocno. Ginę w jego objęciach.  Tak mogę umierać
jak najczęściej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz