wtorek, 22 maja 2012

Chociaż raz.


Idąc przez swoje odczucia i myśli, jak przez ogrzewające promienie słońca, dochodzę do ciszy. Przystanek. Patrzę w niebo.  Nie ma mnie i jestem jednocześnie.
Widzę niepewną konstrukcję własnej osobowości, której muszę w końcu poświęcić należytą uwagę. Nie chce mi się niepotrzebnie stresować. Chyba mam tej nadgorliwości w odbieraniu dość. Jedną z pewniejszych wartości wśród wszystkich przyswojonych, jest dystans. Proszę bardzo, łapię dystans i z  dystansem patrzę wokoło. Dopiero po prawie roku rozumiem, co miał na myśli. Nie chce mi się bawić w niepotrzebne komplikacje i rozdmuchiwanie czegoś, co nie jest tego warte. Nie mam zamiaru się bać. Chciałabym iść pewnie, chociaż raz.




4 komentarze:

  1. jeśli pójdziesz pewnie pierwszy raz, to później powinno być z górki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Łucka... czytam wszystkie zaległe notki i mam wrażenie że jesteś emo..

    OdpowiedzUsuń