piątek, 27 kwietnia 2012

Dość wesoła paplanina.

Jak to wszystko się stało? Sms jeden, sms drugi...
Mateusz otworzył mi drzwi, gdy znudzona czekaniem sama postanowiłam pójść do skaceńców
 -Idziemy?
 - Eee nie chce mi się. Śmierdzą mi nogi. Filipowi też.

A jednak poszliśmy! W długą i podgórkową. Do Klarysy. Aga z Sylwią dołączyły.
Usilnie chciałam rozładować aparatowe baterie coby je na jutro naładowane mieć na nowo.
Ni cholery. Karta zaśmiecona durnymi zdjęciami.
Skaceńcy wcale tak bardzo skacowani nie byli zwłaszcza, że jeden z nich jest zupełnie niepijący. Nie szkodzi,- później wszyscy zachowywaliśmy się jak pijani, choć nikt prawdziwie pijany nie był. Głośno i wesoło, hej!
To lubię.
Rozmowy o niczym

Klarysa : Patrz jak to się można śmiać z głupot!

Koło mojego domu biegnie szlak rowerowy nad morze. Spoczko, razem z Agą wystawię stoliczek i będę sprzedawać oranżadę strudzonym turystom ^^

Żucie jednej gumy [orbit!] przez trzy osoby jest całkiem możliwie. Widziałam na własne oczy jak sprawdzali we trójkę smak jednej. Szczęśliwą [czy na pewno?] i ostateczną żujaczką została Klarysa.

Generalnie tekstem wieczoru chyba powinno zostać : Nie świeć jak sikam!

A jakbyście chcieli kiedyś uśmiercić Filipa to koniecznie władujcie go w dół, który sam sobie wykopie, twarzą zwróconego do Słońca. Chciałby po śmierci patrzeć w niebo. Powieki do brwi należy przypiąć spinaczami.

I jeszcze jedno-  piwo węgierskie jest łe. Przynajmniej to z elementem 'dupy' w nazwie [nie pamiętam jej].

" stara baba : ja znam Twoich rodziców!!
Filip:moich rodziców?! Ja ich walcem przejechałem!''

Tym zakończę, dobranoc.


Aaaa! Muszę no muszę dodać! Grzesiu, którego osobiście nie znam, jest miszczem w tańcu przy udawanej rurze! niach niach ;D

2 komentarze:

  1. Dziś ja też jestem skaceńcem ;) I pozdrawiam innych skaceńców (fajne słowo ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. dobrze, że od rana poprawiasz mi humor ;-)

    OdpowiedzUsuń