środa, 18 kwietnia 2012

18 kwietnia 2012, środa.


Zasypiałam  z promieniami słońca na twarzy. Ostatnim widokiem był rozświetlony jasno pokój. Zasłony bezczynnie odsunięte na boki, wpuszczały światło jak niezadowoleni wartownicy. Wyłączony telefon nie był w stanie zakłócić mojego błogostanu nawet skromną wibracją na blacie szafki. Zamknięte drzwi odgrodziły mnie od domowych dźwięków. Spałam. Powieki lekko opadły, sen lekko trwał. Dryfowałam po niewyraźnych wytworach umysłu. Nie pamiętam nic konkretnego. Kształty, zarysy, cienie. Zabrzmi to dziwnie, ale spałam z uśmiechem [pytanie tylko, czym się uśmiechałam? Myślami chyba]. Otworzyłam oczy w ciemnym pokoju. Niebo widziane z okna przechodziło w granat. Dobrze mi było. Powrót do sieci przyciągnął dwa smsy. Jednym z nich były pozdrowienia z drugiego końca świata. Tam nie ma piasku, są banany. Miło mi się zrobiło. Jednak pamięta o filolożance. Drugim była informacja o nieudanej próbie rzucenia palenia. Po ilu..? Dwóch dniach? Bardzo szybko. Przykro mi się zrobiło, chociaż to nie ja walczę z nałogiem.  Wieczór zapadł. Na co mam ochotę? Sama nie wiem. Dziwne pytanie. Dziwne, że sama je sobie zadaję. Nie jest dobrze nie mieć chwili dla siebie, ale równie źle jest nie wiedzieć co ze sobą zrobić. Wypadałoby określić się w jakiś sposób, coś zadziałać, istnieć a nie tylko pojawiać się.
Pięknie to brzmi. Jak mam tego dokonać? Ze mną jest coś stanowczo nie tak, jak być powinno.
Jestem sobie taka poszarpana,
Wieloświat 
 Swojego miejsca jeszcze nie znalazłam.
Tkwię w jednym uparcie i głupio.

2 komentarze:

  1. Opis zasypiania, spania i przebudzenia wywołał u mnie tęsknotę za łóżkiem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie znalazłam swojego miejsca, ale wydaje mi się, że na to jeszcze mamy czas :) Teraz trzeba szukać i próbować :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń