piątek, 9 marca 2012

Piątek, 9 marca 2012

Siadłam wyprostowana, włączyłam okno Worda. Okej, piszę. Co piszę?
Nic na razie.
Chciałabym wrócić do tej swojej słowotokowej swobody. Jestem zmęczona częstochowską szarością i zimnem, szukam schronienia w ciepłych kątach u najbliższych.  Dzisiaj trafiłam do Asicy.  Wypiłam pyszną kawę i genialną malinówką zostałam poczęstowana. Radość na buzi jej małego Skarba całkiem rozgrzała moje przesiąknięte wilgocią z zewnątrz, serducho.  Dobrze mi tam było. Ze ‘swoimi’ zawsze jest najlepiej.

Nie lubię drogi przejściowej między jednym ciepłym miejscem a drugim. Nie w taką pogodę.
Przedzieram się przez mgłę ani nie szybko ani nie wolno, nie bojowo a raczej koniecznie. Bo koniecznym jest przebrnięcie przez tę niewyraźność coby móc znowu znaleźć się tam, gdzie przyjemnie i bezpiecznie.

Stojąc na przystanku,  muzyką zagłuszałam świat, który próbował zagłuszyć mnie- ulicznym hałasem.
Nie patrzyłam na ludzi. Nie interesowali mnie. Patrzyłam nie widząc.
Co jakiś czas jednak, jakaś postać mimowolnie ściągała mnie na ziemię.
Drobna dziewczyna w dresie i rozpiętej kurtce. Przechodziła przez ulicę jakby w dupie miała to, że samochody wcale nie zamierzały się zatrzymać. Szła.  Niespiesznie i wyzywająco. Fajne te dresy miała. Szare, luźne. Włosy związane w kitę, ręce opuszczone. Bujała się dziarsko.
Starsza kobieta gadająca do siebie nerwowo, w niezliczonej ilości ciuchów, z obłędem w oczach. Nie wiem co mówiła. Wydaje mi się, że klęła na czym świat stoi, bardzo nerwowo chodząc w tę i z powrotem, stopą szurała o chodnik co jakiś czas, mocno i nienaturalnie. Może jej się coś przykleiło do buta? Nie wnikam.
Dziewczyna w modnych, wielkich okularach z grubymi oprawami. Bardzo mocno pomalowana. Za mocno. Za dużo tego miała na twarzy. Granatowy szalik. Dlaczego na nią spojrzałam? Tylko dlatego, że ona spojrzała na mnie.
Wśród przystankowiczów znane mi twarze. Ludzie z okolic. Pani o wyjątkowo łagodnej urodzie. Ją kojarzę, już ją gdzieś widziałam…Pomyślałam – jeśli anioły istnieją, to wyglądają właśnie tak. Miała dobro wypisane na twarzy. Czy była piękna? Nie wiem. Kiedyś na pewno. Teraz była przede wszystkim zmęczona, ubrania nie pierwszej jakości, twarz, jeśli chodzi o kondycję skóry – mizerna, blada, może nawet lekko żółtawa. Co było w niej takiego intrygującego? Jasność. Mimo wszystko jaśniała. Rozmawiała z jakąś niską panią, która stała do mnie tyłem. Miała ciemne, spokojne oczy, wokół nich zmarszczki śmiechu. Słuchała uważnie a kąciki jej ust  były, chyba naturalnie, lekko uniesione. Stałam kawałek dalej porażona tym dziwnym przeświadczeniem o jej anielskości.
Ile w tym odczuciu było prawdy?  Czy choć szczypta? Nie wiem.
Może była złem wcielonym, może codziennie rujnowała czyjeś i swoje życie?
A może była ofermą? Może to, co wzięłam za łagodność jest naiwnością..?
Może, choć nie sądzę żebym się myliła. Była dobra. Skąd ta pewność? Tego też nie wiem.
Człowiek jest tak skonstruowany, że jak już ogarnie go przeświadczenie to trudno go od niego odwieść.
Pod tym względem nie jestem wyjątkowa.
Moja herbata stygnie.
Moje myśli są ociężałe.
Moja notka urwana jakby i niedokończona.
Wciąż nie jestem w formie. To chyba trochę potrwa, co? Chcę wrócić do siebie.

1 komentarz:

  1. Lubię się przyglądać ludziom. I też łapię się na tym, że oceniam ich na podstawie pierwszego wrażenia, które jest często mylące.
    Mam nadzieję, że teraz już będzie ciepło i oczekiwania na autobus będą choć odrobinę przyjemniejsze :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń