sobota, 31 marca 2012

Na taborecie.[zmyślidło]


Stoisz na taborecie, tyłkiem do mnie odwrócony.
Muszę przyznać – ten widok mnie szokuje. Nagusieńki stoisz sobie jak posąg, przodem zwrócony do okna bez zasłon.
Ty na krzesełku, ja w progu zamarłam.
Chrząkam cicho, rozbawiona do łez prawie, salwę śmiechu wstrzymuję w trzewiach.
Zaplatasz ramiona na klacie. Unosisz podbródek na znak wyniosłego obrażenia się.
- Możesz mi powiedzieć, co ty znowu wymyśliłeś? – pytam, wzrokiem biegnąc po linii kręgosłupa na twoich plecach.
- ćwiczę. – odpowiadasz jakby oczywiste było ćwiczenie polegające na świeceniu gołym dupskiem  w środku dnia.
- co ćwiczysz? – udaję cierpliwą.
Zeskakujesz ze stołka. Podchodzisz, obejmujesz dłońmi moją twarz a ja wciąż walczę z nasilającymi się spazmami śmiechu. Chyba mnie zaraz rozsadzi- myślę sobie, ale stoję niewzruszona i próbuję siłą woli się uspokoić.
Głaskasz mnie kciukami policzkach po czym dostaję całusa w sam środek czoła. Wychodzisz z pokoju, potem wychodzisz z mojego mieszkania.
Artyści…
?
I o co chodziło?


*''puszczam wodze fantazji'' - nie bez przyczyny tak nazwałam etykietę, sytuacja jest totalnie abstrakcyjna, to nie jest opis przeżytej sytuacji.

Opuśćmy ręce.


A więc siedzę. W pokoju. Ze skrzyżowanymi nogami, na łóżku, obok torba. Torba z rozpiętą kieszenią klapy, jak z rozharatanym nienaturalnie uśmiechem Jokera, z tą różnicą, że kąciki tych dziwnych ust, nie wznoszą się, a biegną po prostej.
Dochodzi 1.00. W oknach nie mam zasłon, poszły do prania. Nie lubię jak ich nie ma. Okna przypominają mi wielkie, czarne, pajęcze oczy [dlaczego pajęcze? Nie wiem. Boję się pająków.]
Jakoś mi tu pusto.  Puściej niż zwykle mi bez nich.
A zatem siedzę. W pokoju. Z laptopem przed nosem, naprzeciwko mnie skrzydło drzwi otwartych.
Klamka.
Co z nią?
Klamka.
Nie muszę jej naciskać. Nie muszę się odgradzać. Tu jestem tylko ze sobą. Tu mi nikt nie przeszkadza.
Ładnie to sobie wymyśliłam, co? Mam swój prywatny kąt, mam swoje sacrum.  Zawsze w pewnym momencie sama ze sobą. Dlaczego tak mam? Czy tak ma każdy?
Indywidualność niemal chorobliwa. Wygodna? Czy w tym sęk? Bezpieczna?
Tak razy dwa, a sęków nie ma. A może to ja sękiem jestem? Skazą na desce, pozostałością po odciętym ramieniu-gałęzi. Może to ja. Może tak.
Pora wziąć prysznic a potem odpłynąć w ciemność.

‘’Kochanie czemu szepczesz? Możemy być spokojni, opuśćmy ręce.’’

czwartek, 29 marca 2012

Zaśnij wreszcie.

Leżysz taka blada. Dłonie splotłaś pod brodą. Odwróciłaś się twarzą do ściany. Masz zamknięte oczy. Powieki sinawe. Nawet twoje usta jakby straciły kolor.  Wiem, że nie śpisz. Patrzę na ciebie a ty nawet nie drgniesz. Czy wiesz, że tu jestem? Nie śpisz. Nigdy nie śpisz na lewym boku. Czuwasz. Odpoczywasz. Słyszysz wszystko zza uchylonego okna. Szum wiatru, - drzewa szeleszczą falując. Lecący samolot. Cichy turkot pracy sąsiada i od czasu do czasu, wesoły pisk bawiących się dzieciaków. 
Nie ruszasz się. Oddychasz wolno, lekko ale nie śpisz. Wiem to. Twój długi sweter... rozpięty, opływa twoją sylwetkę. Czy jest ci ciepło? Mam ochotę pogłaskać cię po głowie. Jak kota. Dziwne uczucie. Nie mogę tego zrobić. Nie jestem tu materialnie. Wytwór umysłu. Mojego własnego. Czy ja śpię? Najwyraźniej. Wiem, że ty nie śpisz, wiem, że mnie tu nie ma. Gdybyś spała, oboje bylibyśmy w jakimś innym świecie. W połączeniu mojej i twojej imaginacji. Nie patrzyłbym na ciebie, byłbym z tobą.
Zaśnij wreszcie.

środa, 28 marca 2012

Znika.

Znika,
zamykając oczy,
jakby niewidzenie świata sprawiało, że przestawał istnieć.
Znika,
wyłączając telefon,
idąc na samotny spacer w odludne miejsca.
Znika,
na jakiś czas,
nie robiąc szkód, nie krzywdząc.
Próbuje znowu poczuć kim jest,
że jest w ogóle.
A potem wraca, jak gdyby nigdy nic
i świat akceptuje tę chwilową ignorancję
- jak gdyby nigdy nic
wszystko toczy się dalej.

wtorek, 27 marca 2012

Lalala..?

Ociężałam i oziębłam,
oko mam czerwone.
Znowu opornie idzie mi pisanie, więc po prostu tego nie robię.
Lalala...?

Lokus naobiecywał, że pójdzie a nie pójdzie.
Leszek przyjedzie jak tylko Mączka zadzwoni.
Klarysa nic nie widzi jak wiatr wieje, bo burza loków przysłania jej świat.
Maja uczy się do matury.
A ja muszę wybrać się do okulisty.
Zapalenie spojówki? Ojj.

czwartek, 22 marca 2012

Kolorową kredą na asfalcie.

Zieleń, która przyjdzie, ale jeszcze jej nie ma
- wyszukiwana wzrokiem usilnie, przy akompaniamencie kraczących wron,
gdy szłam Promenadą Niemena.
''Wiosna'' kolorową kredą na asfalcie alejki, - na razie tylko tam.
Spacerowiczów niewielu, w perspektywie, pomiędzy nagimi wciąż drzewami, prawie pusta droga.
Skatepark- opustoszały, dwóch pozerów siadło na barierkach. Dresik, lansik, krok pewny ale ani deski ani nawet rowerów...szkoda.
Pobielane schodko-ławeczki [jak to nazwać właściwie, nie wiem] półkolem otaczające miejsce sceną chyba będące.
Mnóstwo małych domków, kilka szklarni, gdzieś dalej cmentarz straszący lasem pomników - widoczne z góry. Niespecjalnie piękny krajobraz.
Biało-żółty daszek z plandeki z logiem Laysów idealnie pasował do dziwnej aury otoczenia.

Jabłkowy czups roztrzaskał się po upadku,
nie mój na szczęście ;)
Bloki, szkoły,
mimo wszystko - spokój.
brak rozdygotu gdy tak stałam i patrzyłam na to wszystko.
Sznurówki trampka mi się rozwiązały,
zielona barierka wydawała ciekawe odgłosy
- nie zrobię zdjęcia dźwięku, choć bardzo bym chciała.

Swobodne rozmowy o wszystkim i o niczym,
śmiech taak, wszystko po to, żeby trochę się śmiać.
I w porządku, to całkiem dobry cel .
Czwartek uważam za udany. :)

Chciałam napisać to z humorem większym, popłynąć nieco wesołą paplaniną, ale chyba jestem na to zbyt senna.

Wrona gapi się w okno.

Wrona gapi się w okno,
gdy idę wzdłuż ulicy, po czerwonej stronie chodnika
zielona jest dla rowerzystów,
pamiętasz...?
 

Wrona gapi się w okno.
Szyba, biała rama, ściana zielona
- i ona czarna, nieruchoma.
to gołębie, to nie wrony, rzędem,
pamiętasz..?


Wiatr wieje. Suchy, poranny

''boże drogi! 7.30! - gdzie to pasuje do studenta!?'' mówi mój znajomy.

Abstrakcja mimo wszystko wkrada się i woła,
ze wszystkiego co widzę, co słyszę,
tęsknię za jej niewymuszonym współodczuciem.

środa, 21 marca 2012

ąę

Czasem wolałabym dostać w twarz
pretensją uzasadnioną,
żalem i bólem, który sprawiam.
Czasem wolałabym nokaut szczerością,
od delikatnego wycofania się.

Powiedz, że wszystko się rozplącze
- że się wyplączę,
z Wieloświata, w którym błądzę.

ąę...spać. chciałabym spać. skulę się i odpłynę,
do kolejnego wymiaru.
koszmarów nie będzie...
wmawiam to sobie uparcie

Co widzisz w lustrze?
Co ja w nim widzę..?

Nie mamy wspólnych zdjęć.

niedziela, 18 marca 2012

17/18 marca 2012r


Przespać, odespać
- bicie zegara.
spoliczkować, ocucić
- zmęczony umysł.

Lubię z Wami nie spać.
I spacery w słońcu też lubię…
i kawę o każdej porze dnia
i kosmiczne masaże też.!

blaszka na łańcuszku

czwartek, 15 marca 2012

Przynajmniej tutaj.


‘’ Wiesz, lubię wieczory,
lubię się schować,
 na jakiś czas,
i jakoś tak…
 Nienaturalnie,
trochę przesadnie,
 pobyć sam(a).’’

Wyszłam. Czapka z daszkiem, na to kaptur. Dłonie w kieszenie. Szłam. Pod górkę, drogą asfaltową, w blasku latarni. Spotkałam się z Klarysą, usiadłyśmy na schodach przed budynkiem LO. Rozmowa płynęła, dźwięcząc co jakiś czas śmiechem. W końcu było dobrze. W swoim mikroświecie całkiem na miejscu, niewyrwana z kontekstu, razem z rześkim powietrzem [które staje się coraz cieplejsze!] wciągnęłam do płuc przekonanie, że wszystko jest w porządku. Wszystko w porządku. Przynajmniej tutaj.

wtorek, 13 marca 2012

Sunset Limited.

Czym jest jasność, jeśli ciemność wypełnia wszystkie zakamarki świata?
Gdzie jest jasność, jeśli ciemność jest w kształtach bez treści, a kształty są wszystkim co nas otacza?
Dlaczego jasność i ciemność są tak skrajnie niewspółmierne?
Świadomość nie daje szczęścia.
Otwiera oczy na prawdę, która odbiera sens.

Czy tak jest w istocie?
Pokaż mi światło.
Światło jest w prostocie.

Jasność to małe rzeczy i ulotne chwile, ciemność to ogół
- dlaczego tak bardzo dominuje?
To jak zestawienie góry z ziarnkiem piasku.

Musimy patrzeć wąsko, jeśli nie chcemy zwariować.
Zwariować...

Niewiele wiem.
Jeśli znasz przepis na życie, podziel się nim. Ja go nie znam.
Ja ciągle się potykam.
Ciągle się miotam
Nic nie jest tylko czarne i białe.
Czym jest szczęście?

Film (tudzież sztukę), o tytule, który stał się nagłówkiem wpisu - polecam. Obudził te pytania na nowo.

niedziela, 11 marca 2012

[Tytuł]


Zgubionym pomysłem.
Wersem wciąż zmiennym i niejasnym w domyśle.
Śladem ołówka maltretowanego gumką.
Krokiem nieznającym celu wędrówki.
Filmem bez zakończenia.
Melodią, która ma tylko nut pierwszych kilka
- preludium do Niewiadomoczego.
                                                                              –jestem.

piątek, 9 marca 2012

Piątek, 9 marca 2012

Siadłam wyprostowana, włączyłam okno Worda. Okej, piszę. Co piszę?
Nic na razie.
Chciałabym wrócić do tej swojej słowotokowej swobody. Jestem zmęczona częstochowską szarością i zimnem, szukam schronienia w ciepłych kątach u najbliższych.  Dzisiaj trafiłam do Asicy.  Wypiłam pyszną kawę i genialną malinówką zostałam poczęstowana. Radość na buzi jej małego Skarba całkiem rozgrzała moje przesiąknięte wilgocią z zewnątrz, serducho.  Dobrze mi tam było. Ze ‘swoimi’ zawsze jest najlepiej.

Nie lubię drogi przejściowej między jednym ciepłym miejscem a drugim. Nie w taką pogodę.
Przedzieram się przez mgłę ani nie szybko ani nie wolno, nie bojowo a raczej koniecznie. Bo koniecznym jest przebrnięcie przez tę niewyraźność coby móc znowu znaleźć się tam, gdzie przyjemnie i bezpiecznie.

Stojąc na przystanku,  muzyką zagłuszałam świat, który próbował zagłuszyć mnie- ulicznym hałasem.
Nie patrzyłam na ludzi. Nie interesowali mnie. Patrzyłam nie widząc.
Co jakiś czas jednak, jakaś postać mimowolnie ściągała mnie na ziemię.
Drobna dziewczyna w dresie i rozpiętej kurtce. Przechodziła przez ulicę jakby w dupie miała to, że samochody wcale nie zamierzały się zatrzymać. Szła.  Niespiesznie i wyzywająco. Fajne te dresy miała. Szare, luźne. Włosy związane w kitę, ręce opuszczone. Bujała się dziarsko.
Starsza kobieta gadająca do siebie nerwowo, w niezliczonej ilości ciuchów, z obłędem w oczach. Nie wiem co mówiła. Wydaje mi się, że klęła na czym świat stoi, bardzo nerwowo chodząc w tę i z powrotem, stopą szurała o chodnik co jakiś czas, mocno i nienaturalnie. Może jej się coś przykleiło do buta? Nie wnikam.
Dziewczyna w modnych, wielkich okularach z grubymi oprawami. Bardzo mocno pomalowana. Za mocno. Za dużo tego miała na twarzy. Granatowy szalik. Dlaczego na nią spojrzałam? Tylko dlatego, że ona spojrzała na mnie.
Wśród przystankowiczów znane mi twarze. Ludzie z okolic. Pani o wyjątkowo łagodnej urodzie. Ją kojarzę, już ją gdzieś widziałam…Pomyślałam – jeśli anioły istnieją, to wyglądają właśnie tak. Miała dobro wypisane na twarzy. Czy była piękna? Nie wiem. Kiedyś na pewno. Teraz była przede wszystkim zmęczona, ubrania nie pierwszej jakości, twarz, jeśli chodzi o kondycję skóry – mizerna, blada, może nawet lekko żółtawa. Co było w niej takiego intrygującego? Jasność. Mimo wszystko jaśniała. Rozmawiała z jakąś niską panią, która stała do mnie tyłem. Miała ciemne, spokojne oczy, wokół nich zmarszczki śmiechu. Słuchała uważnie a kąciki jej ust  były, chyba naturalnie, lekko uniesione. Stałam kawałek dalej porażona tym dziwnym przeświadczeniem o jej anielskości.
Ile w tym odczuciu było prawdy?  Czy choć szczypta? Nie wiem.
Może była złem wcielonym, może codziennie rujnowała czyjeś i swoje życie?
A może była ofermą? Może to, co wzięłam za łagodność jest naiwnością..?
Może, choć nie sądzę żebym się myliła. Była dobra. Skąd ta pewność? Tego też nie wiem.
Człowiek jest tak skonstruowany, że jak już ogarnie go przeświadczenie to trudno go od niego odwieść.
Pod tym względem nie jestem wyjątkowa.
Moja herbata stygnie.
Moje myśli są ociężałe.
Moja notka urwana jakby i niedokończona.
Wciąż nie jestem w formie. To chyba trochę potrwa, co? Chcę wrócić do siebie.

wtorek, 6 marca 2012

Zmarszczę brwi i wrócę do wątku.

Pinokio płonie, jak żuraw
jak czapla
Idzie wiosna, może przez twarz barbarzyńcy, który podobno duszy nie ma
przepłynie promień słońca.

Chciałam to napisać pod wierszem, ale nie mogłam,
tu mogę, to miłe.

Wiosna. W okno mi świeci pierwsze słońce, które jeszcze nie grzeje na tyle, żeby można czuć swobodę.
Wiosna...
dochodzę do siebie, czytam artykuł o przemianach współczesnej polszczyzny,
pogubiłam się w pytaniach, już nie wiem gdzie jestem,
nie szkodzi
zmarszczę brwi i wrócę do wątku, choćbym miała jeden głupi artykuł opracowywać dzień cały.
Ścięło mnie, faktycznie.
Fizycznej siły nie mam za grosz. Odporność gdzieś sobie poszła.
To wszystko przez zajęcia o 8.00, z pewnością. ;) Źli ludzie plan układali.
Marzec w sepii, patrzę gdzieś pod kątem, dłoń wstawiam jakbym do kogoś machała,
nie pamiętam o czym myślałam,
pamiętam, że było gorąco.
Na pulpicie robot daje kwiatka pani robotowej,
maszyny nie kochają.
A ja? Ja chcę już czuć się dobrze, wyjść i długo nie wracać,
karmić tęczówki jasnością dnia,
myśli z wiatrem przeganiać po łąkach.

piątek, 2 marca 2012

2 marca 2012r./ Antybiotykoterapia.


W myślowej niemocy, w mętliku wątków niewyraźnych, co jak zjawy półprzejrzyste są i ulotne
- gubię się bez ustanku.
Brak ostrości.
Póki jestem człowiekiem z krwi i kości, materialność będzie płatać figle wytworom umysłu - niematerialnej części mojego jestestwa.

‘’ And I could say please, please, please, please, please
you`ll never change, change, change…’’