poniedziałek, 6 lutego 2012

Ściany będą musiały wytrzymać.


Jest zimno – myślę niezbyt odkrywczo wychodząc kolejnego dnia swojego życia, na kolejny spacer. Spacer? No nie do końca. Tym razem wychodzę
po Zielonooką.  Zgodnie z rozkładem, powinna być  na miejscu za 5 minut. Zgodnie z moim tempem, spóźnię się minutkę.
Już nie mogę się doczekać wspólnej kawy. Rozmowy  trochę się  boję. Sama nie wiem dlaczego, przed każdą kolejną  po długim czasie niewidzenia się, czuję  powab lęku.  Znowu musimy przeskoczyć wyrwę  jaką zrobiła obopólna nieobecność. Chyba stąd się to bierze. Niby wiemy co się u nas dzieje, a jednak jest to na tyle pobieżne, że nie wiemy nic.
Właśnie dlatego tak trudno jest utrzymać przyjaźń na odległość.
Zwłaszcza taką przyjaźń. Bo nasza jest trudna, tak myślę. Trudna przyjaźń z przejściami.
Co za historia..!
Ironizuję? Tylko tym wykrzyknieniem, coby zbić trochę samą siebie z tropu poważnych przemyśleń.
Zielonooka. Kto by pomyślał. Jeszcze jakiś czas temu…choć  ze stanowiska ‘’dzisiaj’’ to już het, het- gdzieś w kosmosie, anuluję wątek.
Tak naprawdę wcale jeszcze po nią nie wyszłam. Mam na to godzinę. Pora się zebrać, ocucić, zgarnąć z siebie pył nocy.  Tak wczesne [wstałam o 7.00] poranki są ostatnio słodką niecodziennością.
Poniedziałek.
Bardzo towarzyski i bardzo nadrabiający zaległości.
Na razie jest wcześnie, siedzę sama w pokoju. Wieczorem pokój będzie pękał w szwach.
Ściany będą musiały wytrzymać kolejne salwy śmiechu.

2 komentarze:

  1. Ściany dadzą radę :) Najwyżej same popękają ze śmiechu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi wręcz odwrotnie. Pokazuje czego nie potrzeba do tego by żyć.

    OdpowiedzUsuń