poniedziałek, 23 stycznia 2012

Wieczory w blasku lamp.

Pomarańczowe światło przydrożnych latarni przeziera przez drobny pył. Ulica to śnieżna pustynia, płynąca z prądem wiatru. Na wskroś niej, zakapturzona postać. Zahartowana w swojej odrębności, nie w pełni szczęśliwa i nie rozpaczająca. Dusicielka delikatnych kwestii. Morderczyni subtelności.  Śnieg pada jak martwe wizje. Zalega na drogach, jak pytania pozostawione bez odpowiedzi.

***

Czasami udaje mi się udawać, że oddycham lepszym powietrzem. Czasem zadowalam się tym niezmiennym kawałkiem przestrzeni
- jak więzień deptakiem. 
Powtarzam, że nie jest źle i w zasadzie – czy mogę zaprzeczyć..?

6 komentarzy:

  1. Możesz! Ale tylko po to by to zmienić!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie. Chyba że chcesz wywołać wilka z lasu. Zawsze może być gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Możesz, powinnaś, warto, zmieniając bliżej niezmiennie bogatej i zróżnicowanej wieczności nie martwego constans.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest za to rozsądne. Mając gdzieś z tyłu na uwadze 'na starość nikt ci szklanki wody nie poda' jest to całkiem, całkiem rozsądne. Biznesowy układ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Bo Ty tak mówisz. Zależy od osoby, charakteru i spojrzenia na świat, prawda? Ja więc mówię że co całkiem niezłe, Ty możesz się ze mną nie zgadzać. Żadne z nas zdania nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń