poniedziałek, 30 stycznia 2012

Poniedziałek, 30 stycznia 2012

„Hey you, hey you, Devil`s little sister…”
Budzik nieubłagany dryndoli o 11.00. Wyłączam go,  patrzę na nieodebrane połączenie. Konto zablokowane, nie oddzwonię. Wstaję, odsłaniam okno. Słońce. Nie uśmiecham się, dlaczego? Cieszy mnie, bo przecież szarówy i pluchy nie znoszę, ale szału ni ma jakoś. Brak nastawienia. Co chciałabym robić, czego nie? - cisza.
Myślę, że dopiero mróz orzeźwi trochę cały system bycia Łucji C.

Kawa ostatnio nie smakuje tak dobrze, a wczoraj wcale nie przewartościowałam swojego życia. No i nie pamiętam co mi się śniło.
[Horoskopy są do bani.]

6 komentarzy:

  1. Budzik dzwoniący o 11? To jakaś swoista sprzeczność.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawie że zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest codzienność,
      ale taaak, zdarza się. ;)
      Na wysypianie się, naprawdę, nie narzekam.

      Usuń
  3. A mi się nie zdarza. Zazdroszczę. Kolejny irytujący element codzienności.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie od dziś wiadomo, że są do bani ;) A kawy mi nie wolno. Straciłam sens życia.

    OdpowiedzUsuń