piątek, 13 stycznia 2012

Może coś napiszę?

Prowadź, wodzu!
Okej, może coś napiszę? Na biurku nieład, gdzieś tu były dwa rozpoczęte opowiadania…moment, są. Jedno jest nawet skończone. Patrzę na nie chwilę zanim zaczynam czytać. Pisane na szybko, ołówkiem. Nierówne rzędy zmęczonych literek. Było późno. Szaro-biała treść. Co w niej? Czytam po kilka zdań. Jeszcze nie jestem do nich przekonana. Pierwsza historia mi się podoba, jest inna niż wszystkie dotychczasowe, narratorem jest dla odmiany mężczyzna. Ciekawe doświadczenie. Musiałam pilnować końcówek, spróbować myśleć po męsku. Nie wiem na ile mi się to udało. Kiedyś je opublikuję, na razie niech jeszcze dojrzewa.
Patrzę na resztę przedmiotów, próbuję chwycić się któregoś. Wzrok przyciąga chyba najbardziej torebka gum do żucia. Intensywnie niebieska na tle lekko błękitnego piórnika. Opakowanie XXL, Orbit peppermint [33 drażetki].
Dwie z nich właśnie memłam.
Telefon, słuchawki, aparat.
Nic nie wywołuje fali pomysłów. Niedobrze.
Wracam do hasła.
Prowadź, wodzu.
W telefonicznych notatkach tkwi tekst półprzytomny, bo pisany wczoraj tuż przed snem :
Prowadź, wodzu obłędu. W szaleju impulsów utop mnie bez skrupułów.
W migocie dnia i nocy. W splocie alegorycznych zdarzeń, w przepychu wrażeń. Prowadź, wodzu zapomnienia, w znieczulicę wspomnienia,
 nad skraj przepaści
prowadź mnie, bez zwątpienia.
Wplotę się we włosy wodospadu po raz kolejny.
Będę spadać, ciężkością ciała zniewolona
- dusza nieważka.


Szkoda, że nie stworzyłam niczego przełomowego,
brak zdecydowanego impulsu.
Wszystkie są jakieś niepewne ;)

2 komentarze:

  1. Stworzyłaś... Jednym tekstem zniszczyłaś całą wiarę w moją "twórczość"...

    OdpowiedzUsuń