niedziela, 4 grudnia 2011

Uważaj na ''Malwy''.

* Jak w każdym opowiadaniu, w którym występuje Scott, kluczem do pełnego zrozumienia  jest książka S. Kinga ''Historia Lisey'' .

Spotkali się w ogrodzie, na tyłach jakiegoś domu. To pewnie był jego dom. Dom Scotta. Wyszedł z niego boso, ubrany w szary dres, z dwoma kubkami kawy w dłoniach. Czekała na niego na drewnianej ławce, ubrana w idiotyczną, kwiecistą sukienkę. Musiało być wcześnie rano, bo trawa
wciąż była zroszona, a powietrze tak charakterystycznie rześkie. Zgadywała, że jest lato.
Podał jej jeden kubek. Biały, bez wzorów.
- Znowu się spotykamy.
Spojrzała mu w oczy potwierdzająco. Upiła łyk kawy i od razu poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele.
W ogrodzie, oprócz pięknych kwiatów, wśród których dominowały smukłe lilie koloru pomarańczowo-czerwonego, rosło sporo drzew. Wierzby szumiały przyjemnie, przepuszczając światło słońca przez swoje drobno plecione warkocze. Magnolie i jaśmin czarowały zapachami.
Tym razem nie byli nad morzem, zastanowiło ją to.
- Scott, gdzie my jesteśmy?
- Ty pytasz o to  m n i e? – wyciągnął nogi przed siebie, twarz skierował do słońca, zamknął oczy. Wiatr bawił się jego długimi, falowanymi włosami, których kosmyk jak zwykle wydostał się z objęć frotki i opadł na białe czoło.
Wydał jej się starszy niż poprzednio.
- Dlaczego mam na sobie tę debilną sukienkę?
- Nie wiem. Taka wizja.
To było już trzecie zdanie, jakie padło z jego ust. W porównaniu do poprzednich spotkań, był nad wyraz wylewny.
Patrzyła w niebo poprzecinane wstęgami chmur wyglądającymi jak roztarta, biała kredka pastelowa.
W ślad za Scottem zamknęła oczy. Próbowała skupić myśli, zebrać odczucia. Nie widziała żadnych konkretnych sytuacji, nie dryfowała wśród wspomnień ani przeczuć. Tym razem na wierzch wylazły koszmary, strach... Słabość, przede wszystkim. Stała się żałosna i słaba. Co gorsze, trwało to dłużej niż w przypadku chwilowego spadku formy. Trwało to dłużej i już za długo. Przyszła tu po ukojenie. Nie czuła go.
I nagle coś w niej pękło. Rozpłakała się. Nie- pełną piersią.
Bez szlochów i spazmów. Rozpłakała się pojedynczymi łzami spływającymi po policzkach. Jedna po drugiej, zostawiały na jej twarzy mokre ścieżki
i spadały na szyję i w dekolt. Jedna po drugiej, szybciej i szybciej, aż schowała głowę między ramiona, które oparła na udach. Nie mogła tego powstrzymać.
Scott patrzył na jej drżące łopatki, na zaciśnięte w pięści dłonie, którymi obejmowała głowę. Pochylił się tak, że ustami prawie dotykał jej ucha, położył dłoń na jej plecach i zanim zniknął, powiedział tylko:
- Uważaj na ‘’Malwy’’.

1 komentarz:

  1. Jak studia? Bo to chyba jakoś teraz ostro jest przed świętami zwykle, z tego co pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń