środa, 7 grudnia 2011

Dobrra!

Sprawy przybrały nieco lepszy obrót, właściwie w ogóle, w obrót nareszcie wprawione zostały, jedna nieprzespana noc i tyle zmian w odbieraniu.
Zaskakujące.
Choć mimo wszystko, typowe.

Nieprzespana noc, potem duża, czarna, fusiasta, do fusiastej telefon, słów rozgrzewająco-motywujących kilka, obietnica drożdżowego pieroga [taak? czy znowu coś pokręciłam?] i ''hey-ho let`s go'' nagle wszystko zrobiło się na powrót nieskomplikowane.
Torba na ramię, słuchawki w uszy, Żamesowe ''what don`t kill ya make ya more strong'', Łucja nadchodzi!

Nadeszła, wskoczyła w dresik, z rozbawieniem stwierdziła, że po raz kolejny jest na tym swoim tenisie [ZIEMNYM! bez frajerstwa ;D] jedyną przedstawicielką płci piękniejszej i proszbarc pobiegała sobie trochę za zieloną piłką. W międzyczasie dołączyła koleżanka,[ której-imienia-nie-pamiętam] ale jak już zaczęło się grać z kolegą, tak  z kolegą się grać skończyło.
Rzucałam się na każdą, nawet absurdalnie lecącą piłką, nieprawidłowo, nie w polu, nieważne!
Zryw. Bieg. Odbicie. Zryw. Bieg. Odbicie. Zryw, bieg...obdarte kolano ale..ODBICIE! Hellyeah!

Na uczelni - plik notatek zeszłotygodniowych, jedno z dobrych dziewcząt wręczyło mi ksero, jutro będę to ogarniać.
[Jutro. Bo dzisiaj to już nieee.]
Wykład z filozofii...humor dopisywał, więc i wykład brzmiał jakoś ciekawiej.
Filozof: .. a więc człowiek jest najwyższym zwierzęciem.
Łucja : jak to najwyższym? A żyrafa?!

Ciężko mi było powstrzymywać się od ..uwaga!, trudne słowo made by San&Łuc ''podśmiechujkowania''. Uff.-dałam radę.

''So what now, where go I...?''
Tego w dalszym ciągu nie wiem, ale to jest chwilowo nieważne. Znowu ucieknę, w salwy śmiechu.

Poważne podsumowanie, kilka autowniosków, zamknięcie gdzieś w umyśle pewnych gryzących kwestii- to mam za sobą. Na jakiś czas, dopóki nie wpadnę w nowe roztereczki, to wystarczy.
Dobrze.
Co robimy dzisiaj?
Co jutro?

I tym sposobem powracam do pewnego rodzaju normalności, i odpowiadam na pytanie InnaM ''a jak na studiach?'' ot, tak. Bieganiu za zieloną piłką oddaje się najbardziej.

Sandra - dzięki za zaciśnięcie moich pasów.
Melube- weekend jest nasz i niemamocnych.

A świąt nie czuję zupełnie.

Sokocola wciąż aktualna?

***
San: a co jesz na śniadanie?
Ł: tosty.
San: no jak to..?! :( ja przecież jadłam jajecznicę!
Ł: haha, jak Ty jesz jajecznicę, to ja też powinnam?
San: no wiesz, myślałam, że zadziała jakaś telepatia czy coś.

Telepatycznie do Ciebie zacieszam!

5 komentarzy:

  1. Co za wstyd! Nawet nie sądziłam, że nasza poranna rozmowa brzmi aż tak zabawnie ;D Co musieli sobie o mnie pomyśleć ludzie w tramwaju?! Aaa! ;D No stare, a głupie! ;D
    I widzisz! Piłeczka tenisowa nie taka straszna - da się ją zawsze odbić ;)
    Uwielbiam Cię za ten wpis, so positive!
    P.S. Kim są "niemamocni"? :D
    Tu me manques! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, grasz w tenisa! Wyobraź sobie, że ja nigdy nie grałam (w tego ziemnego ;))! No, nie licząc tego w komórce i na grze video w dzieciństwie ;) Podziwiam Cię za to, że masz siłę i ochotę na uprawianie sportu po zajęciach na uczelni. Ja przeważnie padam z nóg, a czas mi jakoś tak przecieka między palcami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chętnie! ;) Szkoda tylko, że nie umiem grać, ale to się wytnie ;)
    Fajnie, że macie takie możliwości co do WueFu. Ja na szczęście już nie mam tego problemu :) Moja przygoda ze sportem skończyła się, kiedy dostałam wpis do indeksu pod koniec zeszłego semestru ;)
    Co nie znaczy, że nie chciałabym się nauczyć grać w tenisa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię, kiedy jesteś taka pozytywna.

    'Podśmiechujki' mnie rozczuliły. ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak płynie czas tam u was? Tutaj jest szaleństwo ale brak sielanki.

    OdpowiedzUsuń