poniedziałek, 7 listopada 2011

Intensywności deficyt.

Budzę się, przez okno złote oko jesieni mruga do mnie zaczepnie.
Uśmiecham się, oczywiście, w odpowiedzi.
Myślę już o smaku kawy, bo do tego dnia, kawa pasuje jak najbardziej
- mimo, że nie jest sennie.

W środku popłoch, który ostatnio nie chce mnie opuścić.
Popłoch staram się odgonić wspomnieniem wczorajszego wieczoru,
pozytywnymi obrazami.
Przez chwilę działa.

Ciągle mam dwie lewe ręce.
I chyba mam dość pisania i myślenia o tym tak uparcie.
Czy to mi coś daje?
Czy to coś zmienia?
Liście zaczerwieniły się wściekle.
- intensywności deficyt uwiera i drapie
jak wełniany sweter.


1 komentarz:

  1. Częściowo przegapiłem jesień- poczułem ją lecz nie ujrzałem. Przeszła obok... Chciałbym się zatrzymać

    OdpowiedzUsuń