piątek, 14 października 2011

Skąd ja wezmę jeżyny..?

‘’niosę Ci jeżyn kosz
   na pociechę jedz’’
Skąd ja wezmę jeżyny o tej porze roku?
I jedyne co jestem w stanie dzisiaj zapewnić,
to milczenie.
To spacer milczący, bez muzyki w słuchawkach, z szumem wiatru i szelestem traw.
Szłam,  w słońcu, ani zła, ani radosna.
Spokojna,  zamyślona, niekonkretnie ale też nie całkiem chaotycznie.
Szłam sobie, tam gdzie chciałam iść, poszukując na wpół zapomnianej ścieżki. Potem nogi poniosły,  w stronę jednego-jedynego domku, pośród rozległych łąk czy też pól nieuprawianych [tak do końca nie wiem jak nazwać ten obszar.]
Zatem koniec świata też jest zamieszkany…
Te trawy, takie wysokie..ocierają się o siebie, diabolicznie jakoś szemrząc. Łowny ptak niespodziewanie blisko, nisko nad ziemią, spłoszone samice bażantów drą się przeraźliwie brzydko.
Pozwalam świeżemu powietrzu, oczyścić płuca, rozjaśnić tęczówki.
W pewnym momencie pomyślałam – chciałabym, żeby mógł to zobaczyć. – ciekawa reakcji. Ciekawa rodzaju reakcji, i tego, co mogłaby zdziałać.
Ale nie, nie. Jest za daleko, za odlegle. Poza zasięgiem.
A teraz jest wieczór.
‘’a my? a my to się nie znamy już prawie; czasem napiszesz coś zza oceanu, jakieś myśli ledwie poukładane, wrzucisz mi, do skrzynki ze spamem’’
nie wiem skąd te piosenkofragmenty myślowe.
Od niechcenia.
 I nie do końca wiem, do kogo się odnoszą. Mogłabym je przypisać niejednej osobie. Istnieniu bliskiemu, choć poza moim obrębem. Gdzieś poza granicami mojej rzeczywistej obecności.
Wciąż jest wieczór.
Przejdzie w noc...bezsenności odeszła, już miesiąc śpię dobrze. Nie pamiętam, kiedy aż tak bardzo odpuściła. Cieszy mnie to bardzo-bardzo :)

3 komentarze:

  1. w tym momencie muszę się przyznać, że nie ma takiej osoby, której chciałbym pokazać coś rodzącego nieprzewidywalną reakcję, osoby będącej dla mnie niedostępną. mam wszystkich pod ręką.

    choć to nie jest wyraz braku tęsknoty. co to to nie.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam bladego pojęcia skąd możesz wziąć jeżyny. Już prędzej 'jarzyny', ale chyba nie o to chodzi... ;)
    Kiedyś, jak byłam mała, myślałam, że mieszkam na końcu świata, bo jakieś 200 metrów od mojego domu kończyła się dobra droga, a zaczynały się wertepy. Potem to naprawili. A teraz wertepy są już wszędzie... ;)
    Dziwnie czuję się ze świadomością, że mój komentarz za chwilę nie zniknie ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń