wtorek, 18 października 2011

Sennie.


Wychodzę z uczelni niezdecydowana. Wsiąść w autobus, czy iść piechotą? Czy zdążę na swój PKS?

Wkładam słuchawki do uszu. Włączam muzykę. Rzucam szybkim ‘cześć’ do osób z mojej grupy,  tak na wszelki wypadek, bo co prawda stoją w kręgu, palą papierosy i o czymś rozmawiają, ale hm no cóż, niemało jest wszechwidzących, nie chcę wyjść na burka.
[I rzeczywiście, jedna albo dwie persony, odpowiadają mi tym samym.]

Idę na przystanek, czekam niecałą minutę, po czym ruszam piechotą w stronę pksu.
Wiatr wieje nieprzejednanie wprost w moją twarz. Cudnie. No nieważne, idę.
Po drodze wchodzę do sklepu z artykułami szkolnymi- nie mają w nim miękkich ołówków..niedobrze.
Mijam masę ludzi, którym, tak dla odmiany, poświęcam chwilę uwagi. Patrzę na nich, nie na wskroś. Z jednym z przechodniów łapię kontakt wzrokowy, wymieniamy spojrzenia o niescharakteryzowanym znaczeniu. Ciekawe? Ciekawe i  mroczne są jego oczy.

Po drodze wchodzę do piekarni- mam ochotę na coś słodkiego. Pączek? A pewnie, niech będzie pączek.
Zjadam tego swojego pączka już w autobusie-na który spokojnie zdążyłam, i walczę z ochotą zdrzemnięcia się. I chociaż nie jest późno, mój dzień trwa już długo, a organizm odczuwa braki porządnego snu.
Kierowca wybrał krótki objazd, dzięki czemu udaje mu się ominąć korki, i jestem na miejscu szybciej.
Już w swojej miejscowości udaje mi się kupić ołówek 4B- mięciusieńki. Dopiero potem orientuję się, że w sumie przydałby mi się też 3B, 2B i po prostu B, ale już jest za późno, już idę w stronę domu. Poza tym dociera do mnie jeszcze jedno-zimno mi w dłonie…zatem zostawiłam rękawiczki w autobusie. Wspaniale. Pojechały do Katowic, cholera by to..!

Jestem zmęczona, nie mam humoru, nie potrafię się na niczym skupić.
Zmieniam ciuchy na luźne, zielone bojówki i szary, porozciągany nieco sweter, który kiedyś należał do mojej mamy. Jest mi wygodniej, ale wciąż irytująco i sennie.
Wiem, że czeka mnie jeszcze popołudniowa przechadzka z psem Babci…a potem to już chyba padnę, albo zasnę na stojąco.
[mój poranek zaczął się nocą..ale o tym na MG, zapraszam.]

2 komentarze:

  1. Powiem Ci, że to taki czas jest... jesień.

    Ostatnio odkryłam, że jesień nie przychodzi tak po prostu, ona wkrada się w nasze dusze i zasiada tam pełna kolorowych barw i wilgoci zimnego deszczu...

    OdpowiedzUsuń