poniedziałek, 31 października 2011

Niebieskowłosa. 'Poza'.


Siedziała z podkulonymi nogami, na łagodnym zboczu. Głowę opierała o kolana. Kosmyk niebieskich włosów uciekł spod szarego kaptura.
Słońce powoli zbliżało się do linii horyzontu. Niebo pojaskrawiało żółcią, pomarańczą i czymś w rodzaju różo-fioletu. Ostatnie promienie oświetlały jej twarz.
Była uśmiechnięta, spokojna, łagodna. Myślała o tym, że znowu jest poza.
 A może.. Poza? Może powinna nadać temu swojemu nie-byciu nazwę własną, pogodzić się z jego istnieniem, jak z istnieniem świata równoległego? Bo czy nie był w jakimś stopniu światem równoległym? Innym wymiarem, odmiennym stanem, czymś tylko jej, tylko dla niej..?
Poza.
Czym było Poza?
Wyobraźnią, nierealnością, ignorancją.
Kolorem, spokojem, ciepłem- przynajmniej na chwilę.
Gdy nie potrafiła skupić się na tym, co zmysłowe, była Poza. A może zakładając, że ‘Poza’ to nazwa miejsca, należałoby napisać – była w Poza?
Na Poza? Nad Poza?
Nie,  zdecydowanie ‘w’ jeśli już uprzeć się na jakiś przyimek.
Wiatr wprawiał kolorowe liście w szmer.
Patrzyła jak zamiata nimi powietrze. Drobne, granatowe, purpurowe, bordowe albo wściekle żółte i pomarańczowe.
Drzewa miały pnie i gałęzie koloru różowego. Choć to zależało od gatunku. Ona najbardziej lubiła te przypominające wierzby, których kora miała różne odcienie beżu, a liście były pstrokate.
Gdy patrzyła na nie zbyt długo, zaczynała boleć ją głowa.
Słońce całkiem już zaszło. Szarówka wychodziła na parkiet.
Niebieskowłosa wiedziała, że czas się zmywać. Wstała, przesunęła dłonią wzdłuż długiego, błękitnego ogona, czyszcząc go z kłosów suchej trawy i listków, które się w nań wplątały, związała włosy w kucyk i zbiegła ze zbocza.
Zawsze biegła.  To był jeden z jej dziwnych zwyczajów. Jeśli z górki – to zawsze na pazurki.
Będąc  już na dole, odwróciła się jeszcze raz do kolorowego wzniesienia. Drzewa tworzyły wielobarwną kompozycję, która w blednącym świetle nadal czarowała.
Nagle kąciki jej ust same się podniosły, ukazując białe zęby w grymasie szerokiego uśmiechu.
Na chwilę zapomniała o całym świecie. O wszystkich światach. Była szczęśliwa.
Z lasu za jej plecami dobiegło wycie. Nastawiła spiczaste uszy, źrenice zmniejszyły się tak, że widać było tylko dwie, pionowe szparki na tle żółtych, prążkowanych tęczówek.
Musiała wracać. Musiała wrócić jak najszybciej.
Po zmroku robiło się niebezpiecznie.
 Nie chciała przecież spotkać
''Długaśnika o bardzo srokatym boku.''

4 komentarze:

  1. Ciekawe :) Aż zaczęłam się zastanawiać, jak często to mnie zdarza się być "w Poza". Bardzo fajnie piszesz. Ten referat, to będzie dla Ciebie Pan Pikuś ;)
    A ta cisza u mnie, to mam nadzieję, że nie przed burzą ;) Niedługo coś naskrobię ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, co Tyyy! ;) To taki ciekawy serial :) Niedługo Hanka umrze, czekam na ten moment. Nie żebym jej nie lubiła, ale w końcu coś zacznie się dziać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ta Niebieskowłosa nie zmarzła? Ostatnio zaliczam często takie zachody słońca i... marznę :) Ładnie napisane.

    OdpowiedzUsuń