niedziela, 25 września 2011

Wyjezdne i powrotne.

Włączyłam Worda. Pomyślałam – przepiszę przemyślenia z Łodzi. Nagłe impulsy, wylane potokiem słów na kartki notesu.
Przejrzałam je i …zaniechałam. Są pospieszne, to widać, są nagłe i może nawet nie totalnie bezsensu, ale jednak ściśle powiązane z tamtym ‘tu i teraz’ a raczej – ‘tam i wtedy’.
Przepiszę tylko jeden, ostatni zapis. [Z pozostałymi muszę zrobić porządek. Pewnie zamieszczę część z nich za jakiś czas, gdy ich treść przemówi do mnie na nowo.]
Zapis myśli, które krążyły wokół mnie ostatniego dnia, przy kawie, w Złotych Tarasach.

Espresso, mleczna pianka, lody śmietankowe
- jaką to nosi nazwę? Afffgano? Coś takiego.
„afgan Dobrej Mamy’’ – nawiązania do treści książek, same atakują.
Biorę niepewny, pierwszy łyk- gorzkie. Zatapiam lodową kulkę i mieszam wszystko delikatnie. Czuję się przy tym, jak skończony wandal, psując pierwotną kompozycję. Tak oto zielonkawą słomką dokonuję aktu totalnej profanacji. Jak nazywa się ta kawiarnia? Ice Cream Coffee. Niepozornie.
Na notes i moje włosy, padają promienie słońca. Z głośników napływa spokojna muzyka. Przeszklony sufit- bo siedzę pod jedną z fal Złotych Tarasów.
Ludzi jest niewielu, do dworca dwa kroki, peron blisko. Wystarczy przejść na drugą stronę ulicy a potem schodkami w dół. Bilet spokojnie czeka w jednej z przegród portfela.
Kamienna fontanna wprawia wodę w ruch. A woda skacze wesołymi wiązkami, smukle. Tańczy w rytm muzyki, razem z moimi myślami.
Dobrze mi tu.
Po…? Niech policzę…po ośmiu dniach bycia w nowych otoczeniach,  wciąż z kimś, wciąż gdzie indziej – dopiero dotarło do mnie, jak bardzo te osiem dni różniło się od mojej codzienności.
Nieustannie wśród ludzi. Obserwacje innych wzorców zachowań, mierzenie się z różnymi systemami reakcji – mimochodem. Naturalnie – to dobre słowo. Wszystko było naturalne i niewymuszone. Zmieniłam się.
Nie wiem, czy pod wpływem Łodzi i Warszawy.
Może.
A może wcześniej? Może ten wyjazd dał mi tylko okazje do wyciągnięcia z kieszeni nowych ..? możliwości.
Bo tak, teraz widzę.- Tuż obok kawy, gdzieś pomiędzy szklanką a łyżeczką, leży kolejna porcja nowych cech.
Wracam spójniejsza.
To znacznie lepiej niż ‘’dobrze’’. 


[Sprawdziłam. To było 'affogato' ;]

7 komentarzy:

  1. no no, pisałaś notatki - nawet sama bym na to nie wpadła, może zacznę tak robić ;p
    Warszawa! <3 ;<
    lubię jak piszesz, to takie Twoje doglębne słowa ;)
    ~1stpklosr

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie... Z wyjazdami to tak jest. Chłoniesz wrażenia tu i teraz. I tu i teraz są one najbardziej aktualne. Potem opisujesz i nagle... zaczyna powiewać czymś... normalnym, a na wyjeździe było takie wyjątkowe.
    Ale oprócz słów jest jeszcze jakaś forma. Myślę, że gdy te swoje notatki przemyślisz sobie dobrze, znajdziesz ją. Tak jak ja na opis kilku dni w górach znalazłam swoje "szczytowania" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lepiej niż dobrze - wnioskuję, że wyjazd się udał :) Zazdroszczę i tej Warszawy, i tej Łodzi... :) Ja bywam na rynku w Rzeszowie. Małe miasto, ale również bardzo ładne (a co! będe się chwalić ;)) i zadbane, i tak dalej :)
    Ech, z tymi przeglądarkami, to ja mam siedem światów :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. słonecznie pozdrawiam miłego tygodnia

    OdpowiedzUsuń
  5. Też czasem robię takie notatki, to nawet pomaga. Nie wiem w czym, ale jednak.

    Nigdy nie byłam w Złotych Tarasach :(.

    P.S. Przyjedź w sobotę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Esencja bycia człowiekiem polega na obcowaniu z innymi ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po za domem życie wydaje się inne ;)
    I dobrze, tak ma właśnie być. Dom to dom, takie codzienne miejsce na codzienne życie.

    A czasem człowiek ma ochotę na "święta" ... wtedy pakuje się walizkę i jedzie... przed siebie ;)

    OdpowiedzUsuń