czwartek, 15 września 2011

Nie wywiązujesz się.

Musisz się mną opiekować.
Twoim obowiązkiem jest przychodzić do mnie i dawać mi ukojenie.
Twoim zadaniem jest rozluźnienie,
twoim zadaniem jest przeniesienie.
Masz przenosić mnie na drugą stronę;
Spychać z krawędzi świadomości w słodką ciemność.
W inne światy.
W kierowaną umysłem, wyobraźnię.
Masz umożliwić mi regenerację.
Tymczasem, wciąż mnie zawodzisz...
Zawodzisz, bo nie przychodzisz .Czekam  na ciebie wściekła i zrozpaczona,
jak żona, która łudzi się, że mąż wróci z pracy lada moment,
choć tak naprawdę wie, że poszedł w tango.
Ogarnia mnie rozpacz, gdy nie ma cię przez kilka nocy z rzędu.
Przyzwyczajenie? Dobre sobie!, nie umniejsza niedostatku jaki mi fundujesz.
Morfeuszu…
proszę, opamiętaj się nareszcie.



[Nie wiem dlaczego, ale pod Jenny cz. II nie wyświetliły się dwa komentarze. Od użytkownika A. i Ani :( przeczytałam je i dziękuję, następna część będzie! myślę, że niebawem. Na szczęście wszystkie komentarze przychodzą na maila. ;)]

3 komentarze:

  1. super napisane ślicznie piszesz dałam do obserwowanych blogów też polecam mój

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz ja czasem sobie myślę, że Morfeusz nie pamięta gdzie mieszkam, teraz chyba przychodzi pod mój Katowicki dom, bo w Częstochowie jakoś ostatnio go nie było...

    OdpowiedzUsuń