sobota, 13 sierpnia 2011

Jak to jest z tą harmonią? Seria pytań.


Postanowienia wypowiedziane głośno, najczęściej się nie spełniają.
Należy je powtarzać cicho gdzieś w środku, mieć je w sobie jak świecące lampki i dać im kierować.
Wtedy może się uda.
Może uda się coś zmienić na zasadzie samodoskonalenia, nie przez sytuacje, czy ludzi z zewnątrz.
A zmienić swoje przyzwyczajenia...to jest sztuka.
Zdecydowanie łatwiej jest wpaść w złe nawyki, niż wdrożyć w życie te dobre.

Czasem zastanawia mnie, jak dużo emocji może pomieścić w sobie jeden człowiek..?
Czy istnieje jakiś limit? Jakaś granica..? Chyba istnieje, skoro ludzie czasem cierpią na choroby zwane psychicznymi.
A może to się wcale a wcale nie łączy?

Zmiany.
Zmodyfikujmy nastrojowo ten dzień, zmieńmy to, co w nas złe, wymarzony obraz siebie przywołajmy po raz kolejny. Wytapetujmy nim wnętrze naszego umysłu tak, żeby nie zapominać do czego się dąży.
Jak nie popaść w skrajny egoizm?
Czy istnieje recepta,
na osiągnięcie harmonii? 
A może harmonia jest tylko wymysłem, słowem, który opisuje stan, którego człowiek nie jest w stanie osiągnąć?
Jak to jest z tą harmonią?
Czy można lubić w sobie WSZYSTKO? Każdy aspekt, każdy detal, każdą wadę zmienić w atut?

Zignorować czy poprawiać?

6 komentarzy:

  1. Dużo tych pytań. A ja z zasady (takiej mojej blogowej) nie udzielam odpowiedzi. Prezentuję jakiś swój sposób życia, z którego czasem niektórzy czerpią coś dla siebie. A jednym z motywów, który się u mnie przewija, jest to, że nie ma jednej recepty, która sprawdziłaby się w każdym kontekście. Bo ciągle są sytuacje, które wymykają się z pewnych ram. Niemal w każdej sytuacji, każdej relacji z człowiekiem musimy na nowo wszystko definiować. I nie da się czerpać pomocy z żadnych gotowców. Każdy powinien sam zadać sobie pewne pytania (dotyczące miłości, szczęścia, przyjaźni, mądrości, harmonii) i udzielić na nie odpowiedzi.

    Nie wiem, jak to jest z tym limitem emocji. Tu znowu wszystko zależy od wielu czynników. Geny, hormony, kwestia dziedziczenia skłonności... Są osoby, na które spada wiele, a one dzielnie wszystko dźwigają. Są osoby, które z równowagi zostają wyprowadzone bardzo szybko.
    Choroby psychiczne. To temat, z którym w jakimś sensie właśnie się mierzę.

    Natomiast na pytania, które postawiłaś u mnie, jestem w stanie odpowiedzieć: posiadanie misia to nie wstyd, a wyjeżdżam do Zakopanego :)

    PS. I... Ja wierzę w słowo. Zwłaszcza pisane. Postanowienia staram się zapisywać. Wtedy jest duże prawdopodobieństwo, że zrobię wszystko, by im sprostać.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja jestem jakaś dupowata, to co zapiszę czy powiem odfruwa, ginie, nigdy się nie udaje.
    albo rzadko i nietrwale.
    Ych :/

    Zakopane, heej! Udanego wyjazdu! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie daj się wytrącić z równowagi. kto powiedział, że wszyscy muszą iść i zmieniać się w tym samym tempie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko czasem trudno mi ogarnąć zmiany i swoje i czyjeś.
    Ale może nie muszę wszystkiego ogarniać w pełni..

    OdpowiedzUsuń
  5. ' Jeżeli ci na czymś zależy, nie okazuj tego światu. Kochaj i uwielbiaj skrycie, bo w każdej chwili na twej drodze może stanąć wredna istota i wysadzić wszystko w powietrze...' Każdy boi się zmian, chcemy żeby wszystko pozostało takie jak dawniej,ale życie płynie dalej, nie możemy go zatrzymać,zmiany są wpisane w naszą codzienność. a odpowiedz na pytania przyjdzie z czasem,uwierz (:

    OdpowiedzUsuń
  6. W kwestii ogarniania - czasem lepiej zostawić w życiu odrobinę tajemnicy i lekkie niedopowiedzenie (podkreślam - czasem) ;)

    W kwestii harmonii - ja ostatnio wynalazłam coś śmiesznego, zaskakującego i niezwykle intrygującego, po prostu odkryłam jogę! :D

    A co do lubienia w sobie wszystkiego - chyba to po prostu zwykła akceptacja, przynajmniej u osób normalnych, no bo istnieje jeszcze narcyzm (ale to jakieś wybitnie skrajne przypadki) ... no także, chyba się da lubić wszystko

    OdpowiedzUsuń